Podpuszczona kilkoma wątkami na Facebooku (tak, Facebook może zmusić do myślenia) od trzech dni rozmyślam i dyskutuję nad związkiem państwa i Kościoła. Poniżej dzielę się z Wami przemyśleniami swoimi i Rafała R.
Rafał R.
Justyna F.Nie sądzisz, że zlikwidowanie komisji majątkowej, pozwoli w piękny sposób rozmyć odpowiedzialność a w rezultacie tak zagmatwać całą sprawę, że nikt prawdy nie dojdzie. Zastanawiające jest również, że ma zakończyć działalność w lutym 2011, a nie zostać zawieszona czy zamrożona do czasu zakończenia procedur wyjaśniających - jak w każdym praworządnym kraju. Czyżby chodziło o wyrwanie jeszcze paru groszy w ramach projektów unijnych za nasze pieniądze? Jak myślisz?
Sądzę, że wszystko kręci się wokół pieniądza i wokół tego, żeby KK był zadowolony, bo zadowolenie KK przekłada się na pozytywne nastawienie do władzy, a co za tym idzie na głosy poparcia w wyborach. Zastanawiające jest to, że KK w Polsce dostał zwrot mienia zagarniętego niemieckiemu kościołowi co dla mnie jest absurdem.
Ja rozumiem, że kościół to jedna wielka instytucja z Watykanem nad głową, ale bez przesady. Po co w ogóle KK zwrot mienia? Przecież mają się bardzo dobrze bez tego, państwo dotuje, wierni wspierają datkami, ksiądz jeździ autem, na które mnie, przeciętnego obywatela nie stać.
Rafał R.Zatem tu nie chodzi o sprawiedliwość, to co się teraz dzieje nie mieści się w kanonach wiary, przecież KK jest w imię tej wiary miłosierny, sprawiedliwy, etc - a ciągnie pieniądze podatników na wszelkie możliwe sposoby bez mrugnięcia okiem.
Justyna F.Cały absurd sytuacji oparty jest na założeni, że Polska jest krajem katolickim. Po przeprowadzeniu referendum w tej sprawie mogło by się okazać, że założenie jest, mówiąc delikatnie, błędne. I co wtedy pytam?
Rafał R.Wtedy władze powinny prowadzić szybko działania mające na celu unormowanie prawa stosownie do wyników referendum. Bardziej ciekawa jestem stanowiska KK, który opiera się cały czas na przekonaniu, że większość z nas to katolicy.Pozostaje jednak kwestia wiary, są ludzie, którzy wierzą, ale kwestionują zasadność KK. Są też tacy, którzy nie zastanawiają się nad tym, chodzą do kościoła, ale o wierze nie mają za wiele pojęcia.
Justyna F.Kolejne pytanie: czy mienia stanowi własność parafii czyli ludzi którzy ją tworzą czy kościoła który tylko się mieniem tym opiekuje?
W ocenie KK własność KK, natomiast w mojej ocenie parafię tworzą parafianie, tym bardziej, że to oni łożą na utrzymanie parafii, chociażby poprzez darowizny, datki i słynną tacę.Rafał R.
Oddzielmy kwestie wiary, co do której każdy ma niezbywalne prawo od instytucji, która patrząc obiektywnie z boku cała oparta jest na kłamstwie. Jeżeli zastosujemy mechanizmy demokratyczne w podejściu do tej sprawy, to w oczach innych religii (mających więcej wyznawców, np. buddyzm) KK jest tylko małą, ale za to krwawą i bezwzględną sektą
Trochę chodzę już po tym świecie i w paru miejscach byłem widząc rzeczy na temat których wypowiadają się ludzie którzy nigdy nie powinni tego robić, bo nie mają na ten temat zielonego pojęcia. Podobnie jak Ciebie wkurza mnie to. Zastanowiło Cię kiedyś dlaczego adepci uczący się na księży w Polsce nie są wysyłani w trakcie nauki do źródeł, nie jadą do Izraela czy jak to w ich nomenklaturze do Ziemi Świętej ? Za to bardzo pomaga im się w tym, żeby mogli pojechać do Rzymu ? To mogło by podważyć ich wiarę, przekonania i w ogóle założenia całego systemu. Myślenie w instytucji KK, który jest oparty na strukturach wojskowych - jako model działania, nie jest premiowane - przynajmniej na pierwszych etapach (wśród "żołnierzy Boga"). Inicjatywa i żyłka biznesowa przydaje się później
Justyna F.
Ogólnie, bardzo ogólnie, chodzi o to, że Kościół katolicki powołuje się na liczbę wiernych stanowiącą liczbę osób żyjących, które przyjęły chrzest i które nie dokonały apostazji. Jednakże jest wielu pseudokatolików, którzy chrzest przyjęli, ale nie wierzą, z Kościoła nie wystąpili lub udają, że wierzą, chodzą do kościoła, ale nie bardzo mają pojęcie o wierze, jaką wyznają. I jedni i drudzy dla Kościoła są cyfrą, liczbą w statystykach.
Propozycja, by renegocjować Konkordat nie jest zasadna tak długo, jak długo założenia konkordatu będą aktualne, a priorytetowym założeniem jest to, iż Polska jest krajem, w którym większość stanowią obywatele wyznania katolickiego. Zatem by przystąpić do renegocjacji lub też zerwania umowy ze Stolicą Apostolską należałoby zweryfikować liczbę wiernych i nie zaliczać do tej liczby osób, które nie ukończyły 18 roku życia, czyli nie mają możliwości wystąpienia z Kościoła bez zgody rodziców (którzy mogą mieć odmienne zdanie w tej kwestii).
Kwestia weryfikacji z jednej strony jest prosta, z drugiej natomiast skomplikowana. Z jednej strony referendum, na które nie każdy może zechcieć pójść, czy też pójdzie i w ramach protestu (nie wiedzieć przeciw czemu lub komu) odda głos nieważny.
Można pokusić się o wprowadzenie podatku kościelnego, co może być procedurą dość skomplikowaną biorąc pod uwagę zasady finansowania Kościoła. Jednakże da to obraz tego, jak gorliwi są polscy katolicy i czy zechcą płacić na swoją parafię. Uchylenie się od płacenia podatku byłby jednoznaczny z ekskomuniką, jednakże, by ktoś taki został wykreślony z ksiąg parafialnych musi dokonać apostazji.
Można też idiotycznie wierzyć, iż Kościół pójdzie na układ i ułatwi procedurę apostazji umożliwiając tym samym większej rzesze osób niewierzących odejść szybciej z Kościoła.
Zatem nie wystarczy tylko pikietować, podpisywać petycje czy jak to robi pan Napieralski nawoływać do kamery o rozłam Państwa i Kościoła (tym bardziej, że to właśnie lewica, SLD podpisała Konkordat). Należy przede wszystkim przystąpić do tego z głową i rozmysłem. Jednakże nie oczekujmy, że obecna władza w jakikolwiek sposób zajmie się uszczupleniem budżetu na Kościół czy też renegocjacją Konkordatu. Nie wyklucza to jednak prób nacisku na władzę.
Ja wierzę w to, że spora część księży zostaje nimi z powołania. Tylko o nich się nie słyszy, słyszy się o tych, którzy widzą jakieś profity z racji bycia księdzem - Rydzyk, pedofile mający łatwiejszy dostęp do bezbronnych chłopców, biznesmeni, którzy dorabiają się fortuny z pieniędzy wiernych. Każdy ma prawo zwątpić, KK powinien prowadzić wiernych i przyszłych księży dając im możliwość wyboru. Założenie, że ktoś może zwątpić i nie odnaleźć się w wierze katolickiej oznacza jedynie tyle, iż jest to wiara, której fundamenty się walą.
Może to zabrzmi dziwnie, ale z jednej strony podziwiam islamistów. Oni nie kwestionują swojej wiary, są w stanie poświęcić dla Allaha wszystko, z życiem włącznie, praktykują swoją wiarę gorliwie. Nie znam takich katolików.
Widzę Żydów ortodoksyjnych, buddystów, islamistów, ale katolik w Polsce to jakieś nieporozumienie. Popatrz na KK w Niemczech, w USA, Brazylii - jakby różne wiary, wyznania.
Ogólnie, bardzo ogólnie, chodzi o to, że Kościół katolicki powołuje się na liczbę wiernych stanowiącą liczbę osób żyjących, które przyjęły chrzest i które nie dokonały apostazji. Jednakże jest wielu pseudokatolików, którzy chrzest przyjęli, ale nie wierzą, z Kościoła nie wystąpili lub udają, że wierzą, chodzą do kościoła, ale nie bardzo mają pojęcie o wierze, jaką wyznają. I jedni i drudzy dla Kościoła są cyfrą, liczbą w statystykach.
Propozycja, by renegocjować Konkordat nie jest zasadna tak długo, jak długo założenia konkordatu będą aktualne, a priorytetowym założeniem jest to, iż Polska jest krajem, w którym większość stanowią obywatele wyznania katolickiego. Zatem by przystąpić do renegocjacji lub też zerwania umowy ze Stolicą Apostolską należałoby zweryfikować liczbę wiernych i nie zaliczać do tej liczby osób, które nie ukończyły 18 roku życia, czyli nie mają możliwości wystąpienia z Kościoła bez zgody rodziców (którzy mogą mieć odmienne zdanie w tej kwestii).
Kwestia weryfikacji z jednej strony jest prosta, z drugiej natomiast skomplikowana. Z jednej strony referendum, na które nie każdy może zechcieć pójść, czy też pójdzie i w ramach protestu (nie wiedzieć przeciw czemu lub komu) odda głos nieważny.
Można pokusić się o wprowadzenie podatku kościelnego, co może być procedurą dość skomplikowaną biorąc pod uwagę zasady finansowania Kościoła. Jednakże da to obraz tego, jak gorliwi są polscy katolicy i czy zechcą płacić na swoją parafię. Uchylenie się od płacenia podatku byłby jednoznaczny z ekskomuniką, jednakże, by ktoś taki został wykreślony z ksiąg parafialnych musi dokonać apostazji.
Można też idiotycznie wierzyć, iż Kościół pójdzie na układ i ułatwi procedurę apostazji umożliwiając tym samym większej rzesze osób niewierzących odejść szybciej z Kościoła.
Zatem nie wystarczy tylko pikietować, podpisywać petycje czy jak to robi pan Napieralski nawoływać do kamery o rozłam Państwa i Kościoła (tym bardziej, że to właśnie lewica, SLD podpisała Konkordat). Należy przede wszystkim przystąpić do tego z głową i rozmysłem. Jednakże nie oczekujmy, że obecna władza w jakikolwiek sposób zajmie się uszczupleniem budżetu na Kościół czy też renegocjacją Konkordatu. Nie wyklucza to jednak prób nacisku na władzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz