wtorek, 19 lipca 2022

Powrót córki marnotrawnej

Patrzysz w lustro. Super. Dwa lata zaraz strzelą, a ty się nic nie zmieniłaś. Albo zwyczajnie nie pamiętasz, jak wyglądałaś dwa lata temu. Nie, nie! Tak dobrze wyglądasz pomimo upływu czasu. Trzeba myśleć pozytywnie. Twarz kobiety sukcesu. Jeśli nie tu i teraz, to w niedalekiej przyszłości. 
Na sukces trzeba zapracować. A ty od dwóch lat siedzisz w domu przy garach udając, że spełniasz się w roli matki Polki. Oczywiście kochasz swoje dzieci miłością wielką, nawet gdy stanowią kule u Twojej nogi. Ładne kule, kochane, życia bez nich sobie nie wyobrażasz, ale jednak kule. Dobrze, że sobie nie wyobrażasz, bo jeszcze popadałbyś w depresję, nim doszłabyś do wniosku, że życie bez nich miałoby zupełnie inny sens. Bo, nie oszukujmy się, miałoby nadal, ale inny.
Otwierasz poczytny tygodnik i czytasz mądre słowa znanej kobiety. Feministka, jak Ty. Dobrze gada, polać jej. Czytasz i dowiadujesz się, że z tymi swoimi kulami jesteś egoistką. Jak śmiałaś wydać na tak przeludniony świat kolejne gęby do wykarmienia? Nie masz ani serca, ani sumienia, a już na pewno za grosz rozumu! Okazuje się, że jesteś wiedźmą, która sprowadziła na świat dzieci i teraz one będą cierpiały i głodowały. Przez Ciebie! Zupełnie nieodpowiedzialnie, bez refleksyjnie zaszłaś sobie w ciążę i urodziłaś. Zaczynasz się zastanawiać, czy kobiety, które dzieci nie chcą mieć, są jakieś święte, z których należałoby brać przykład. Trochę się gubisz, bo z drugiej strony mówią, że kobieta jak inkubator - ma rodzić bez względu na okoliczności. Zatem świętą jest kobieta odpowiedzialna za cały świat, odmawiająca sobie cudownego macierzyństwa, czy nastolatka rodząca dziecko będące owocem gwałtu? Trudne decyzje. 
Trochę czasu Ci zajmuje ogarnięcie się z myślami. Kto ma prawo decydować za Ciebie? Jesteś pełnoletnia, nie głupia, a nawet mądra. Wiesz, co jest dla Ciebie dobre, na co Cię stać, na co możesz sobie pozwolić. Decydujesz się na dziecko nie dlatego, że jesteś egoistką, ale dlatego, że jesteś odpowiedzialna. Z tego samego powodu decydujesz się na terminację ciąży. Bez względu na to, jaką decyzję podejmiesz, to zawsze będzie Twoja decyzja. Jeśli rozważałaś różne możliwości to zawsze - ZAWSZE(!!!), będzie decyzja przemyślana, odpowiedzialna. 
Jasne, ja już baba bliżej klimakterium, niż ciąży, ale nawet stojąc jedną nogą nad grobem będzie mnie telepało, jeśli ktokolwiek będzie rozkazywał kobietom, kiedy mają rodzić, a kiedy im nie wolno. To dotyczy i tych, które dzieci nie chcą mieć i chcą skorzystać z antykoncepcji doraźnej lub prawa do przerwania ciąży, jak również tych, które dzieci chcą posiadać, a z różnych przyczyn naturalnie nie mogą. Niby zwykła sprawa - moja macica, moja sprawa. A jednak, gdy dochodzi do meritum problemu, okazuje się, że macica rzecz publiczna i każdy ma do niej większe prawo, niż jej właścicielka. 

czwartek, 22 września 2016

Prawa pacjenta, prawa człowieka, prawa zygoty

Jesteś młodą kobietą. Skończyłaś studnia, wkraczasz na rynek pracy. Planujesz swoja karierę, swój rozwój osobisty. Wracasz późno do domu. W parku, na ostatniej prostej zatrzymuje Cię mężczyzna. Masz ogień? Nie masz, chcesz go wyminąć, ale zachodzi Ci drogę. Raz, drugi, trzeci. Zaczynasz się bać, szukasz wzrokiem innych osób. Jest późno, nikt nawet z psem nie wyszedł. On zasłania Ci usta dłonią i zaczyna ciągnąć w krzaki. Boisz się, próbujesz krzyczeć. Bronisz się jak możesz, gryziesz, drapiesz. W końcu dostajesz silny cios w skroń i już przestajesz się bronić. On robi z Tobą co chce. Gdy odzyskujesz przytomność zbierasz swoje rzeczy i idziesz na policję. Składasz zeznanie. Zostałaś zgwałcona. Sprawa toczy się swoim życiem, Ty swoim. Uciekasz do pracy, starasz się żyć normalnie. Po kilku tygodniach okazuje się, że sprawca został złapany, to dobry chłopak z dobrej rodziny, dostał 2 lata. Ty dostałaś dożywocie. Jesteś w ciąży. Musisz urodzić.

Jesteś samotną matką dwójki dzieci, spełniasz się zawodowo. Twój były mąż płaci alimenty na jedno dziecko. Masz kredyt do spłacenia. Drugie dziecko dopiero skończyło studia i szuka pracy. Jest dwa kroki przed życiem na własny rachunek. Nie przelewa się, jeszcze starcza na rachunki. Jednego dnia dowiadujesz się, że ten 1% kobiet, które pomimo stosowania antykoncepcji zachodzą w ciążę naprawdę istnieje. Nie stać Cię na kolejne dziecko, nie chciałaś, nie planowałaś. Przecież po coś stosowałaś tę antykoncepcję. On nigdy nie chciał się wiązać, ale zapomniał powiedzieć. Nie chce ani tego dziecka, ani Ciebie. Musisz urodzić.

Jesteś nastolatką. Masz 13 lat, choć wyglądasz na więcej. On był przystojny, taki dojrzały. Student medycyny. Miał bogatych rodziców, więc mógł kupować Ci drogie prezenty. Wszystkie koleżanki Ci zazdrościły takiego chłopaka. Ciąży już Ci nie zazdroszczą. Musisz urodzić.

Jesteś zwyczajną kobietą. Choć niektórzy uważają inaczej, bo nie pociągają Cię mężczyźni. Razem ze swoją partnerką planujecie kiedyś mieć dzieci, ale nie teraz. Teraz układacie sobie życie i mierzycie się z problemem braku akceptacji i dyskryminacji. Wracasz z warsztatów. Jest środek dnia. Podchodzi do Ciebie sąsiad z prośbą o pomoc. Pewnie, że pomożesz. Od czego w końcu są sąsiedzi? Idziesz z nim do mieszkania. On zamyka drzwi za Wami. Proponuje herbatę. Odmawiasz. Pytasz, jak masz pomóc. On łapie Cię mocno za ramiona. Obezwładnia. Gwałci i krzyczy, że jeszcze zrobi z Ciebie prawdziwą kobietę. Że szlajasz się z blondyną, bo faceta nigdy nie miałaś! On Ci pokaże jak jest dobrze z mężczyzną. Dostaje 3 lata. Ty jesteś w ciąży. Musisz urodzić.

Jesteś już dojrzałą kobietą. Przyjaciółka przechodzi klimakterium. Masz nadzieję, że na swoje jeszcze trochę poczekasz. Dzieci już masz dorosłe. Czekasz na wnuki, choć się do tego nie przyznajesz. Spotykasz się z przyjaciółkami dość regularnie. Po powrocie z jednego spotkania zostajesz zaatakowana. Nie widzisz napastników, jest ich kilku. Jeden knebluje Ci usta, dwóch trzyma ręce, dwóch nogi. Gwałcą Cię godzinami. Gdy już Cię puszczają spędzasz dwa tygodnie w szpitalu dochodząc do siebie. Okazuje się, że jesteś w ciąży. Ciąża zagraża Twojemu zdrowiu. Musisz urodzić.

Masz 11 lat. Jeszcze nie dostałaś miesiączki. Na szkolnym korytarzu zaczepia Cię kolega ze starszej klasy. Ten, który zawsze tak bardzo Ci się podobał. Zaprasza na lody. Jesteś w siódmym niebie. Spotykacie się regularnie. On nazywa Cię swoją dziewczyną, Ty świata poza nim nie widzisz. Po pół roku pyta, czy go kochasz. No przecież. Tak! Masz mu to udowodnić. Wiesz co to seks? Coś tam wiesz. Że pierwszy raz boli i nie zachodzi się w ciążę. Nie bolało. Ale w ciążę zaszłaś. Mamusia pomoże wychować. Wychowa jak własne, będzie tylko 4 lata starsze od Twojego młodszego brata. Musisz urodzić.

Jesteś żoną, jesteś matką. Jesteś zgwałconą kobietą, która chce urodzić. Po badaniu prenatalnym dowiadujesz się, że ciąża nie przebiega prawidłowo. Coś jest nie tak z płodem. Nie urodzisz żywego dziecka. Być może nawet Ty z tego nie wyjdziesz żywa. Chcesz terminować ciążę. Nie możesz. Musisz urodzić.


Jesteś wdowcem, jesteś ojcem. Twoja żona została zgwałcona, a wynikiem gwałtu była ciąża. Żona chciała urodzić, ale okazało się, że płód ma wady, a ciąża grozi życiu Twojej żony. Dziecko urodziło się martwe. Żona zmarła przy porodzie. Zostałeś sam z dwójką małych dzieci. Musiała urodzić. 

Prawa pacjenta, prawa człowieka, prawa zygoty

Jesteś młodą kobietą. Skończyłaś studnia, wkraczasz na rynek pracy. Planujesz swoja karierę, swój rozwój osobisty. Wracasz późno do domu. W parku, na ostatniej prostej zatrzymuje Cię mężczyzna. Masz ogień? Nie masz, chcesz go wyminąć, ale zachodzi Ci drogę. Raz, drugi, trzeci. Zaczynasz się bać, szukasz wzrokiem innych osób. Jest późno, nikt nawet z psem nie wyszedł. On zasłania Ci usta dłonią i zaczyna ciągnąć w krzaki. Boisz się, próbujesz krzyczeć. Bronisz się jak możesz, gryziesz, drapiesz. W końcu dostajesz silny cios w skroń i już przestajesz się bronić. On robi z Tobą co chce. Gdy odzyskujesz przytomność zbierasz swoje rzeczy i idziesz na policję. Składasz zeznanie. Zostałaś zgwałcona. Sprawa toczy się swoim życiem, Ty swoim. Uciekasz do pracy, starasz się żyć normalnie. Po kilku tygodniach okazuje się, że sprawca został złapany, to dobry chłopak z dobrej rodziny, dostał 2 lata. Ty dostałaś dożywocie. Jesteś w ciąży. Musisz urodzić.

Jesteś samotną matką dwójki dzieci, spełniasz się zawodowo. Twój były mąż płaci alimenty na jedno dziecko. Masz kredyt do spłacenia. Drugie dziecko dopiero skończyło studia i szuka pracy. Jest dwa kroki przed życiem na własny rachunek. Nie przelewa się, jeszcze starcza na rachunki. Jednego dnia dowiadujesz się, że ten 1% kobiet, które pomimo stosowania antykoncepcji zachodzą w ciążę naprawdę istnieje. Nie stać Cię na kolejne dziecko, nie chciałaś, nie planowałaś. Przecież po coś stosowałaś tę antykoncepcję. On nigdy nie chciał się wiązać, ale zapomniał powiedzieć. Nie chce ani tego dziecka, ani Ciebie. Musisz urodzić.

Jesteś nastolatką. Masz 13 lat, choć wyglądasz na więcej. On był przystojny, taki dojrzały. Student medycyny. Miał bogatych rodziców, więc mógł kupować Ci drogie prezenty. Wszystkie koleżanki Ci zazdrościły takiego chłopaka. Ciąży już Ci nie zazdroszczą. Musisz urodzić.

Jesteś zwyczajną kobietą. Choć niektórzy uważają inaczej, bo nie pociągają Cię mężczyźni. Razem ze swoją partnerką planujecie kiedyś mieć dzieci, ale nie teraz. Teraz układacie sobie życie i mierzycie się z problemem braku akceptacji i dyskryminacji. Wracasz z warsztatów. Jest środek dnia. Podchodzi do Ciebie sąsiad z prośbą o pomoc. Pewnie, że pomożesz. Od czego w końcu są sąsiedzi? Idziesz z nim do mieszkania. On zamyka drzwi za Wami. Proponuje herbatę. Odmawiasz. Pytasz, jak masz pomóc. On łapie Cię mocno za ramiona. Obezwładnia. Gwałci i krzyczy, że jeszcze zrobi z Ciebie prawdziwą kobietę. Że szlajasz się z blondyną, bo faceta nigdy nie miałaś! On Ci pokaże jak jest dobrze z mężczyzną. Dostaje 3 lata. Ty jesteś w ciąży. Musisz urodzić.

Jesteś już dojrzałą kobietą. Przyjaciółka przechodzi klimakterium. Masz nadzieję, że na swoje jeszcze trochę poczekasz. Dzieci już masz dorosłe. Czekasz na wnuki, choć się do tego nie przyznajesz. Spotykasz się z przyjaciółkami dość regularnie. Po powrocie z jednego spotkania zostajesz zaatakowana. Nie widzisz napastników, jest ich kilku. Jeden knebluje Ci usta, dwóch trzyma ręce, dwóch nogi. Gwałcą Cię godzinami. Gdy już Cię puszczają spędzasz dwa tygodnie w szpitalu dochodząc do siebie. Okazuje się, że jesteś w ciąży. Ciąża zagraża Twojemu zdrowiu. Musisz urodzić.

Masz 11 lat. Jeszcze nie dostałaś miesiączki. Na szkolnym korytarzu zaczepia Cię kolega ze starszej klasy. Ten, który zawsze tak bardzo Ci się podobał. Zaprasza na lody. Jesteś w siódmym niebie. Spotykacie się regularnie. On nazywa Cię swoją dziewczyną, Ty świata poza nim nie widzisz. Po pół roku pyta, czy go kochasz. No przecież. Tak! Masz mu to udowodnić. Wiesz co to seks? Coś tam wiesz. Że pierwszy raz boli i nie zachodzi się w ciążę. Nie bolało. Ale w ciążę zaszłaś. Mamusia pomoże wychować. Wychowa jak własne, będzie tylko 4 lata starsze od Twojego młodszego brata. Musisz urodzić.

Jesteś żoną, jesteś matką. Jesteś zgwałconą kobietą, która chce urodzić. Po badaniu prenatalnym dowiadujesz się, że ciąża nie przebiega prawidłowo. Coś jest nie tak z płodem. Nie urodzisz żywego dziecka. Być może nawet Ty z tego nie wyjdziesz żywa. Chcesz terminować ciążę. Nie możesz. Musisz urodzić.


Jesteś wdowcem, jesteś ojcem. Twoja żona została zgwałcona, a wynikiem gwałtu była ciąża. Żona chciała urodzić, ale okazało się, że płód ma wady, a ciąża grozi życiu Twojej żony. Dziecko urodziło się martwe. Żona zmarła przy porodzie. Zostałeś sam z dwójką małych dzieci. Musiała urodzić. 

poniedziałek, 24 listopada 2014

Trudne wybory.

PKW się skompromitowała. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości.
Niektórzy jednak chcą wzbudzić wątpliwości, co do prawidłowości wyborów. Jakby fakt kompromitacji PKW był jednoznaczny z tym, że w komisjach wyborczych zasiedli jak nie oszuści, to na pewno ułomni. Niektórzy chcą wmówić, że niemożliwym jest, by ktoś oddał głos nieważny, a sama ilość nieważnych głosów jest zatrważająca. Zakładają, że społeczeństwo nie umie głosować, a "książeczka" do głosowania jest zbyt skomplikowana dla wyborcy.

Litości. Proszę.

Jak długo politycy migać się będą od wprowadzenia karty do głosowania dającej możliwość wyborcy wskazania, że żadna partia i żaden kandydat nie jest wart jego głosu, tak długo będą oddawane głosy nieważne, a frekwencja nie przekroczy 50%. 
Niestety Polacy mają w nosie demokrację. Ponad połowa społeczeństwa nie idzie na wybory. Większość z lenistwa. Jednak jakaś część błędnie założyła, że jeśli nie chce udzielić poparcia żadnemu z kandydatów, to nie musi w ogóle głosować. Bzdura. Ale, ale. Ale jakaś część z tych, którzy wiedzą, co to obywatelski obowiązek wyszła z domu i pokazała to, czego inni nie chcieli - nie ma na kogo głosować, każdy obiecuje to samo i tak samo nie dotrzymuje obietnic. Teraz dwie strony sceny politycznej tych ludzi traktują jak idiotów, którzy "zabili się" o książeczkę do głosowania. Tak, tak. Bo ludzie są tacy głupi, że myślą, że mają zagłosować na każdą partię, nawet tę, której nie popierają.

Błagam. Litości.
Jestem przekonana, że w komisjach wyborczych miały miejsce różne mniej lub bardziej istotne nieprawidłowości. Jestem przekonana, że do wyjaśnienia tych nieprawidłowości wystarczy obowiązujące prawo. Chciałabym, aby przekonanie o praworządności mieli także politycy, którzy to prawo tworzą. Głoszenie teorii spiskowych i haseł o sfałszowaniu wyborów niczemu dobremu nie służy. 

Wstyd mi, że w moim kraju są tacy politycy.

czwartek, 9 października 2014

Debata prezydencka.

Wczoraj miałam przyjemność uczestniczyć w debacie prezydenckiej z udziałem kandydatów na prezydenta Gdyni. Wśród nich był obecny prezydent Wojciech Szczurek oraz kandydaci: Marta Siciarek z KW Gdynia dla Ludzi, Marcin Horała z PiS oraz Andrzej Różański z KW SLD Lewica Razem. Przy stole nie zasiadł Artur Dziambora z Nowej Prawicy - organizatorzy tłumaczyli to tym, że nie zapraszają do debaty osób, które w jakikolwiek sposób promują przemoc słowną lub fizyczną.
Pierwsze dwa pytania były wybrane wśród, często powtarzających się pytań internautów. Następnie pytanie zadał redaktor Gazety Wyborczej Trójmiasto. Potem pytania zadawali przybyli na debatę mieszkańcy.

Lotnisko - co dalej?
Marta Siciarek stwierdziła, że nie posada informacji, na podstawie których mogłaby udzielić informacji o dalsze losy lotniska. 
Wszystkie analizy, na podstawie których miasto podjęło decyzję o budowie lotniska są dostępne w ramach dostępu do informacji publicznej na wniosek każdego zainteresowanego. 
Marcin Horała swoją propozycję przedstawił już wcześniej. Proponuje on połączenie lotniska w Gdyni z lotniskiem w Gdańsku. 
Niestety Gdańsk nie jest zainteresowany. Problem pozostaje.
Wojciech Szczurek jest przekonany, że lotnisko powinno powstać, gdyż za kilka lat będzie potrzebne. 
Czy powinno zatem powstać już teraz, gdy nawet nie ma odpowiedniej infrastruktury drogowej, a co za tym idzie łatwego dojazdu do lotniska?
Andrzej Różański twierdzi, że owszem, za kilka lat lotnisko może być potrzebne i to wtedy powinno się w nie inwestować. Na tę chwilę są to stracone pieniądze znacząco obciążające budżet i gdy zostanie prezydentem będzie się martwił skąd te pieniądze wziąć.

Zagospodarowanie Śródmieścia - deptaki?
Różański - potrzebna jest zmiana polityki miasta, by tętniło w nim życie. Obecnie Świętojańska jest pustynią, ulicą bankową.
Szczurek - być może Świętojańska powinna być deptakiem, czy 24/7 to nie wiadomo. 
Horała - mniej galerii handlowych w centrum miasta, a czy Świętojańska powinna zamienić się w deptak powinni zadecydować mieszkańcy np. w referendum lokalnym.
Siciarek - należy oddać głos mieszkańcom, przeprowadzanie ankiet to za mało (przyp. UM przeprowadzał ankiety wśród ok. 500 mieszkańców Śródmieścia)

Budżet obywatelski
Siciarek - nie powinny wnioskować jednostki samorządu terytorialnego (przyp. wnioski składały szkoły), powinno się przeprowadzić szeroką edukację mieszkańców, by wiedzieli jak mogą wykorzystać budżet obywatelski
Horała - jako radny złożył projekt budżetu obywatelskiego, który głosami SWS został odrzucony. Należy zmienić (poszerzyć) zakres budżetu, mieszkańcy powinni mieć pełne prawo decydowania o tym, na co są przeznaczane pieniądze.
Szczurek - budżet jest w całości obywatelski, gdyż ustalany jest przez radnych, którzy zostali wybrani przez mieszkańców. Projekt uchwały PiS został odrzucony, bo był słaby (m.in. za szeroki zakres budżetu). Na pewno w przyszłym roku budżet obywatelski będzie większy, a edycja będzie lepsza, bo poprawiona według wyników ekspertyzy, którą wykonała na zlecenie UM (i za opłatą) warszawska firma Stocznia. 
Po co słuchać mieszkańców i mieszkanek Gdyni, gdy można zapłacić zewnętrznej firmie spoza Gdyni?
Różański - większość projektów zgłaszanych przez mieszkańców dotyczyła kwestii "przyziemnych": remont drogi, chodnika, oświetlenia. Pokazuje to, że miasto nie dba o mieszkańców. Budżet obywatelski powinien być większy tak samo jak udział mieszkańców - więcej konsultacji z mieszkańcami.

Przedszkola - MEN zwiększyło dotacje dla samorządów, by mogły one wprowadzić dodatkowe zajęcia w przedszkolach (1/3 dotacji od 2013 roku). W Gdyni funkcjonowanie przedszkoli pozostało bez zmian (brak zajęć dodatkowych) - co stało się z tymi pieniędzmi? Czy kandydaci zamierzają to zmienić?
Szczurek - systematycznie uzupełniamy ofertę przedszkoli, prowadzimy strategiczne działania, szukamy środków na wprowadzenie zajęć dodatkowych.
Różański - edukacja w takiej formie nie jest dobra, można wprowadzić dodatkowe zajęcia (nauka tańca, języka obcego) np. kosztem nauczania religii.
Sciarek - brak odpowiedzi
Horała - złożyliśmy (radni PiS) poprawkę do budżetu ale została odrzucona głosami SWS.

Szkoła Filmowa - dla kilkunastu osób, dotowana z budżetu miasta. Czy miasto powinno się angażować w dotowanie tak wąskiej grupy odbiorców?
Szczurek - wykonał wywód na temat Centrum Filmowego twierdząc, że powinno się w nie inwestować, bo jest to inwestycja w kulturę, a ta jest wizytówką Gdyni.

Lokalni artyści - są pozbawieni dotacji z UM, nie są przez miasto promowani. Czy miasto powinno wspierać lokalnych artystów?
Różański - tak, teraz ta promocja jest zbyt mała, promuje się tylko znanych, np. K. Figurę tylko dlatego, że od roku ma w Gdyni mieszkanie.
Szczurek - trzeba budować i integrować, kultura jest marką Gdyni
Horała - tak.
Sciarek - przeprowadzono debatę na temat kultury, na której prezydenta nie było. Jest bardzo duży problem z promowaniem lokalnych artystów i kultury w ogóle i należy to zmienić.

Przedsiębiorcy - w jaki sposób prezydent wspiera lokalnych przedsiębiorców?
Szczurek - robię zakupy blisko domu, u lokalnego przedsiębiorcy.

Bulwar nocą zamienia się w tor szybkiej jazdy dla motocyklistów, przez co nie jest cicho i bezpiecznie. Jakie działania przeprowadzi miasto w celu zwiększenia bezpieczeństwa na Bulwarze?
Szczurek - wydatkowane są pieniądze na łączone partole: strażnik miejski i policjant, zakazano wjazdu motocyklów na Bulwar, zainstalowano monitoring.
Siciarek - trudno powiedzieć
Horała - miasto ma mały wpływ na policję, ale na Straż Miejską już ma i nie powinien jej likwidować ale wprowadzić łączone patrole.
Różański - Bulwar jest miejscem spacerów mieszkańców i turystów, należy zwiększyć liczbę patroli i wykorzystać monitoring oraz respektować wprowadzone zakazy.

Zabudowa Bulwaru - czy zostanie zabudowany w całości?
Horała - nie należy zabudowywać Bulwaru, ale go wyremontować.
Różański - kosmetyka tak, zabudowa nie i jakiekolwiek inwestycje powinny być poparte konsultacjami z mieszkańcami.
Szczurek - zwiększyć rolę bulwaru w zimie, Browar jest raczej ostatnią inwestycją w tym miejscu.
Sciarek - bez odpowiedzi

OPAT, przejazd bezkolizyjny przy wyjeździe na Rumię, estetyzacja okolicy dworca PKP 
Siciarek - na to pytanie powinien odpowiedzieć nasz ekspert w dziedzinie transportu, Łukasz Bosowski
Horała - należy znaleźć środki na wykonanie tych inwestycji z włąsnych środków zamiast czekać na pieniądze z budżetu państwa
Szczurek - toczymy batalię z rządem, by była to inwestycja krajowa
Różański - OPAT jest problematyczny, ale należy jak najwięcej inwestycji wykonać z własnych środków, szczególnie wyjazd w kierunku Rumi

Seniorzy - jak miasto dba o seniorów? Nie ma połączeń autobusowych z Gdyni, trzeba jechać do Gdańska. Jak rozwiązać problem?
Siciarek - miasto powinno prowadzić negocjacje, żeby na nowo budowanych osiedlach tworzone były miejsca całodziennej opieki
Kto i za czyje pieniądze będzie prowadził te miejsca?
Różański - miasto powinno dbać o seniorów i likwidować wszelkie bariery komunikacyjne. Dobrym rozwiązaniem byłoby też wprowadzenie teleopieki.
Szczurek - pilotażowo teleopieka w Gdyni jest prowadzona, dbamy o seniorów. Nie możemy zmusić lokalnych przewoźników, by tworzyli połączenia z Gdyni.
Horała - wszystko zostało powiedziane.

Żłobki - tylko 1 z dwoma oddziałami, w kolejce oczekuje ponad 200 dzieci. Jak to zmienić?
Szczurek - w Gdyni funkcjonuje 7 żłobków - 3 publiczne i 3 prywatne - i jest to za mało, ale będziemy poszerzać ofertę.
Tak, 3+3=6
Siciarek - należy negocjować z deweloperami żeby na każdym nowym osiedlu powstawał żłobek. 
Kto będzie je prowadził i za nie płacił?
Horała - powinna być dostępność do żłobków - w tej kwestii PiS i PO złożyli własne projekty, ale zostały odrzucone przez radnych SWS.
Różański - jest niewystarczająca podaż usług społecznych dla mieszkańców i należy zmienić politykę miasta, by nadążać za popytem.

Mieszkania komunalne - za mało?
Szczurek - zamiast wyrzucać na bruk miasto opłaca czynsze mieszkańców, którzy mogliby zostać eksmitowani za zaległości czynszowe.
Siciarek - brak odpowiedzi
Horała - obecna polityka długiej listy generuje koszty, jest błędna.
Różański - współpraca ze spółdzielniami mieszkaniowymi, tam należy szukać mieszkań komunalnych.

Wizja urbanistyczna miasta
Szczurek - otwieramy się na morze
Siciarek - nie jest konsultowana z mieszkańcami, a powinna
Różański - można mieć różne wizje i plany, ale należy przestać budować dla rentierów i zacząć dla mieszkańców.

Jak widzicie wszystko w telegraficznym skrócie, bo im dłużej trwała debata, im dłużej Wojciech Szczurek tłumaczył się ze stawianych zarzutów, tym mniej robiłam notatek. 

Ogólny obraz wczorajszej debaty mam taki:

Wojciech Szczurek mówił dużo, niekoniecznie odpowiadając na zadawane z sali pytania. Marcin Horała dobrze przygotowany, rzeczowy. Tak samo Andrzej Różański, choć jego odpowiedzi nie dominowały przechwały o złożonych projektach uchwał - wszak to prezydencka debata. Marta Siciarek niestety zdominowana przez mężczyzn, pozostawiła zbyt wiele pytań bez odpowiedzi.

Spotkanie pokazało - i mam nadzieję, że Wojciech Szczurek też to zauważył - że potrzebny jest dialog. Żyjącemu w szesnastoletnim oderwaniu od problemów gdynian i gdynianek otworzono oczy na realia. Mieszkańcy i mieszkanki nie chcą pompatycznych inwestycji w centrum miasta. Chcą, by w końcu dostrzeżono, że poza Śródmieściem są też inne dzielnice i one także potrzebują inwestycji.
Być może obecny prezydent będzie rządził Gdynią przez kolejne 4 lata. Nie pozwólmy jednak, by przez kolejną kadencję realizował swoje rozdmuchane wizje miasta dzięki radnym, którzy uchwalą każdy jego projekt, odrzucając inne tylko dlatego, że nie wyszły z ich ugrupowania.

czwartek, 25 września 2014

Jeśli nie wiadomo o co chodzi...

... na pewno chodzi o kasę. A jeśli nie? Przecież w sprzeciwie wobec Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej nie chodzi o kasę. 
Celem Konwencji jest "ochrona kobiet przed wszelkimi formami przemocy oraz zapobieganie, ściganie i eliminację przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, przyczynienie się do eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet oraz wspieranie rzeczywistego równouprawnienia kobiet i mężczyzn, w tym poprzez wzmocnienie pozycji kobiet, stworzenie szeroko zakrojonego planu ramowego, polityk i działań na rzecz ochrony i wsparcia wszystkich ofiar przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zacieśnianie międzynarodowej współpracy mającej na celu likwidację przemocy wobec kobiet i przemocy domowej oraz zapewnienie wsparcia i pomocy organizacjom i instytucjom władzy wykonawczej w skutecznej współpracy na rzecz wypracowania zintegrowanego podejścia do likwidacji przemocy wobec kobiet i przemocy domowej." 
Domyślam się, że solą w oku prawicowych działaczy i polityków jest zapis mówiący o równouprawnieniu kobiet i mężczyzn. Posłanka Kempa stwierdziła wręcz, że równość płci to herezje.  Posłanka jednak myli pismo święte z przepisami prawa. Konwencja nie dotyczy chrześcijaństwa ani do niego nie nawiązuje. W preambule powołuje wiele przepisów i zapisów różnych konwencji, dyrektyw, orzecznictwa Trybunału Praw Człowieka, jednak nie powołuje żadnego pisma świętego, Koranu, Tory - niczego takiego. Może posłance Kempie trudno zauważyć, że chodzi o zjawisko przemocy, które z chrześcijaństwem ma tyle wspólnego ile zachodzi w chrześcijańskiej rodzinie. Mylenie pojęcia równości płci oznaczającej równouprawnienie - równe prawa i obowiązki z równością płci na płaszczyźnie biologicznej jest bezczelną nadinterpretacją i manipulacją. 
Posłanka Wróbel natomiast uważa, że Konwencja uderza w Konstytucję, wiarę oraz definicję kobiety i rodziny. Nie wiem jaką konstytucję posłanka Wróbel czytała, ale Konstytucja mojego kraju nie mówi nic o tym, że kobiety nie mogą być chronione przed przemocą. Nie znam też definicji rodziny, w którą wpisywałaby się przemoc wobec kobiet i przemoc domowa. Również wiara, która nie jest mi obca nie mówi nic o tym, że prawdziwy chrześcijanin musi choć raz spuścić łomot swojej chrześcijańskiej żonie, a prawdziwa chrześcijanka po takim laniu odmawia pacierz i dziękuje Bogu za cudownego męża. Może posłanka Wróbel czuje, że przemoc wobec kobiet stanowi część jej tradycji, kultury i historii. Jeśli tak to powinna się wstydzić i dziękować, że ktokolwiek chce to zmienić. Niech powie ofierze przemocy domowej, że taka jest definicja rodziny, że taką mamy wiarę, kulturę, tradycję i historię - jeśli ma tylko odwagę.
Sprzeciw Episkopatu mnie nie dziwi i nie interesuje. Nie są stroną w tej sprawie, nie reprezentuje on narodu, tak jak to czynią posłowie. 
Do tego sprzeciw - a jakże - środowisk katolickich, mylących pojęcia edukacji z seksualizacją:

*Szanowna Pani Posłanko,* 
*Szanowny Panie Pośle*
*W imieniu inicjatywy rodziców **Stop seksualizacji naszych dzieci! **z

Wrocławia, Krakowa i Warszawy prosimy o odrzucenie szkodliwej Konwecji.*



*Konwencja ta*:
- bazuje na ideologii gender, a jej ratyfikacja narusza art. 25 ust. 2
Konstytucji  RP, który zobowiązuje władze publiczne do bezstronności w sprawach światopoglądowych i filozoficznych;
- zbudowana jest na aksjologii, która w istotnych punktach jest sprzeczna z założeniami Konstytucji RP, gdyż uznaje tradycję, dorobek cywilizacyjny, rodzinę, ojcostwo i macierzyństwo za potencjalne źródło opresji, które powinno zostać wykorzenione;
- narzuca genderową definicję płci, która wprowadziłaby zamęt do polskiego systemu prawnego, a zwłaszcza prawa rodzinnego;
- przewiduje wprowadzenie do programów nauczania treści, które w polskim społeczeństwie są nieakceptowane (m.in. nauczanie o niestereotypowych rolach płciowych) oraz sprzeczne z art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, który przyznaje rodzicom prawo do decydującego wpływu na kształt edukacji ich dzieci;
- poprzez międzynarodowy system monitorowania realizacji konwencji tworzy
mechanizm mogący służyć wywieraniu nacisku na Polskę w kierunku akceptacji
rozwiązań nacechowanych ideologicznie.



*W imieniu akcji Stop seksualizacji naszych dzieci!*


  • Przemoc nie jest światopoglądem ani filozofią - jest aktem agresji.
  • Gender nie jest ideologią, tak samo jak matematyka, czy fizyka, choć fakt - odkrycie Kopernika też nie było uznawane przez dwa stulecia, a dziś to rzecz zwykła i oczywista. 
  • Wszystko może być źródłem opresji, co nie jest jednoznaczne z wykorzenianiem tego "wszystkiego", a zapobiegać można poprzez system edukacji, prawa i kar.
  • Mniemam, że genderowa płeć to płeć społeczno-kulturowa, której niektórzy nie potrafią zrozumieć. Cóż. Nie tak dawno rolą kobiety było siedzenie w domu bez prawa do edukacji, czy głosowania. Dziś to prawo kobiety mają - tak oto ta płeć społeczno-kulturowa się zmieniła. Między innymi.
  • Trudno mówić o nieakceptowanych przez społeczeństwo treści, gdy nie zna się opinii całego społeczeństwa. To raz. Dwa, że Konwencja nie odbiera rodzicom prawa do decydującego wpływu na kształt edukacji ich dzieci.
  • Doprawdy nie wiem co może być nacechowane ideologicznie w przeciwdziałaniu przemocy. Mniemam, że popierający akcję Stop seksualizacji naszych dzieci też pojęcia nie mają. Sama nazwa akcji sugeruje, że biorący w niej udział nie mają pojęcia przeciwko czemu występują.

Nie wiem, czy polscy parlamentarzyści głosujący przeciw Konwencji lubią stosować przemoc, czy też parlametarzystki lubią tej przemocy doświadczać. Próba zbicia kapitału politycznego poprzez błędną interpretację treści Konwencji i manipulację emocjami ludzi, którzy często nie mają pojęcia co w tej Konwencji zostało zapisane jest żałosna i żenująca. Nie mieści mi się w głowie, że tragedia setek kobiet jest nazywana historią i kulturą a walka z Konwencją - walką o wartości chrześcijańskie i tradycję.

Dodam też, że zarówno posłanka Kempa, jak i Wróbel (a także poseł Pawłowicz przerywająca dzisiejsze wystąpienie posła Biedronia przytaczającego dane dotyczące liczby kobiet-ofiar przemocy) nie mogłyby tak swobodnie bronić prawa do przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, gdyby nie równouprawnienie, przed którym tak bardzo się bronią i nieustannie kwestionują. 

Żyję w kraju, w którym ludzie wielkiej wiary i obrońcy życia widzą zagrożenie w Karcie praw podstawowych i Konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. A wszystko to w imię wiary, obrony tradycji, w której są równi i równiejsi. 




środa, 16 lipca 2014

Świat jest całkiem normalny, to ludzie zwariowali

Cierpię na chaos myśli, bo zostałam zbombardowana tyloma informacjami, że na tę chwilę udało mi się je tylko włożyć do pudełka pod tytułem "szaleństwo". Ludzie powariowali. No, przynajmniej jakaś ich część. Spora.
Ksiądz wyśpiewuje na mszy piosenkę abortowanego dziecka. W sumie to co mnie interesuje, co on na mszy robi, skoro ten temat mnie nie dotyczy? Jednak jak przeczytałam relacje rodziców to szlag mnie trafił, bo rodzicem jestem i na ich miejscu strzeliłabym takiemu po twarzy i zrobiła wszystko, by to była jego ostatnia msza w tej parafii (jeśli nie w ogóle). Potem czytam komentarze feministek. O tym jak boją się grzebienia, bo tam są ich włosy (w tekście piosenki jest "boję się śmietników, bo tam są resztki mojej twarzy"), podpasek, bo tam poronione blastocysty. I normalnie oczom nie wierzę. Nie tylko weszły w polemikę, ale dały się ściągnąć do poziomu, w którym zostały pobite doświadczeniem. Ciekawe, że nie zainteresowały się tą piosenką wcześniej - ta piosenka antyaborcyjna powstała ponad 20 lat temu.
Nie dziwię się tym, które idą w zaparte twierdząc, że nie są feministkami i nie chcą feminizmu. Jeśli feminizm ma się sprowadzać do absurdalnych wypowiedzi pozbawionych argumentów, to ja także takiego feminizmu nie chcę.
Aborcja to nie jest coś co można zapakować w różowy papierek i sprzedawać jako najsłodszą rzecz na świecie. Aborcja to ostateczność i trudna decyzja kobiety. Nikt, ale to absolutnie nikt nie ma prawa takiej kobiety oceniać. Ani feministki, ani katolicy. Nikt, nikt, nikt! Nikt też nie ma prawa jej mówić, co powinna zrobić. Jej życie, jej decyzja, jej wybór i to ona będzie ponosić konsekwencje.

Zarówno zwolennicy pro-choise, jak i pro-life mają te same prawa - do wyrażania własnej opinii, przekonań i własnego sumienia. Jak długo jest to wymiana argumentów i przedstawianie faktów, tak długo dyskusja ma sens i cel jako taki. Schodzenie do poziomu, w którym nie ma argumentów, ale jest mowa nienawiści, wyśmiewanie poglądów, ocenianie innych, próba narzucenia własnej ideologii - to już nie jest zrozumiałe. Ani logiczne.

Wariactw to nie koniec. Zebrało się dwóch kreujących się na guru ateistów (jeden bardziej od drugiego) i jeżdżą sobie panowie po Polsce pokazywać płody niepełnosprawne, z wadami rozwojowymi itp. Normalnie gratuluję polotu i finezji. Temat był już przerobiony nie raz przez ruchy pro-life. Wtedy były hasła, że tak nie można, że to drastyczne, przekłamane i nieuczciwe. I niby z drugiej strony to już jest dobre, uczciwie i na miejscu? Nie, nie jest. Jest tak samo idiotyczne i tak samo przekłamuje - tylko cel się zmienił. Choć w sumie to cel może jest ten sam - niesmak i politowanie nad szalonym umysłem tego, który wpadł na ten pomysł. 

Dyskusja powinna toczyć się w podstawowym temacie prawa do samodecydowania o sobie. Jeśli jedna strona mówi - masz prawo, zrób z tym co chcesz, a druga - nie masz prawa, zrobisz co ja chcę, to ja wybieram tę pierwszą. Szczególnie, gdy okazuje się, że ta druga to najczęściej osoby, których posiadanie dzieci nie dotyczy, a co za tym idzie nie bardzo dotyczy problem aborcji. Dotyczy ich natomiast wiara, którą nie każdy podziela w tym samym stopniu, a co za tym idzie nie łączą ich jednakowe wartości. Niewątpliwie głowy kościoła chciałyby jednej masy idącej w jednym kierunku bez zadawania pytań. Na ich nieszczęście czarnych owiec jest znacznie więcej, a stada nie tworzy pasterz i psy pasterskie, a owce właśnie. 

Jeśli ja, jako feministka mówię, że chcę aby każdy i każda miała wybór to nie będę narzucała swojej woli. Jeśli mówię, że chcę być szanowana, aby moje prawa były respektowane to nie wolno mi mówić, że ktoś jest gorszy, bo uważa inaczej niż ja. Nie oczekuję więcej, niż wymagam od siebie, ale też nie oczekuję, że każdy będzie myślał jak ja. A już na pewno przy całym uwielbieniu swojego światopoglądu i stylu życia nie oczekuję, że ktoś będzie żył, tak jak ja mu każę.
Nie ma znaczenia jakie piosenki ksiądz wyśpiewa i co wykrzyczy z ambony, ani to, czy ksiądz sprzeciwi się sztuce, czy medytacji i to, czy poprze kogoś, kto w obronie swojego sumienia skarze na cierpienie kobietę. Każdy w chwili, gdy przyjdzie mu podejmować trudną decyzję będzie patrzył na siebie, swoich bliskich, swoje życie. Jedyne, czego możemy być pewni to tego, jak chcielibyśmy się zachować w danej sytuacji. Jednak jak długo się w niej nie znajdziemy, tak długo nie możemy powiedzieć, że tak właśnie się zachowamy. To dlatego tak łatwo mówić innym, jak wszyscy powinni żyć. Zdumiewa mnie jedynie to, że postrzegani przeze mnie jako obiektywni obrońcy prawa wyboru ateiści/ateistki i feminiści/feministki co raz częściej robią to samo, co ich przeciwnicy - wchodzą z butami w cudze życie i oceniają je.