środa, 16 lipca 2014

Świat jest całkiem normalny, to ludzie zwariowali

Cierpię na chaos myśli, bo zostałam zbombardowana tyloma informacjami, że na tę chwilę udało mi się je tylko włożyć do pudełka pod tytułem "szaleństwo". Ludzie powariowali. No, przynajmniej jakaś ich część. Spora.
Ksiądz wyśpiewuje na mszy piosenkę abortowanego dziecka. W sumie to co mnie interesuje, co on na mszy robi, skoro ten temat mnie nie dotyczy? Jednak jak przeczytałam relacje rodziców to szlag mnie trafił, bo rodzicem jestem i na ich miejscu strzeliłabym takiemu po twarzy i zrobiła wszystko, by to była jego ostatnia msza w tej parafii (jeśli nie w ogóle). Potem czytam komentarze feministek. O tym jak boją się grzebienia, bo tam są ich włosy (w tekście piosenki jest "boję się śmietników, bo tam są resztki mojej twarzy"), podpasek, bo tam poronione blastocysty. I normalnie oczom nie wierzę. Nie tylko weszły w polemikę, ale dały się ściągnąć do poziomu, w którym zostały pobite doświadczeniem. Ciekawe, że nie zainteresowały się tą piosenką wcześniej - ta piosenka antyaborcyjna powstała ponad 20 lat temu.
Nie dziwię się tym, które idą w zaparte twierdząc, że nie są feministkami i nie chcą feminizmu. Jeśli feminizm ma się sprowadzać do absurdalnych wypowiedzi pozbawionych argumentów, to ja także takiego feminizmu nie chcę.
Aborcja to nie jest coś co można zapakować w różowy papierek i sprzedawać jako najsłodszą rzecz na świecie. Aborcja to ostateczność i trudna decyzja kobiety. Nikt, ale to absolutnie nikt nie ma prawa takiej kobiety oceniać. Ani feministki, ani katolicy. Nikt, nikt, nikt! Nikt też nie ma prawa jej mówić, co powinna zrobić. Jej życie, jej decyzja, jej wybór i to ona będzie ponosić konsekwencje.

Zarówno zwolennicy pro-choise, jak i pro-life mają te same prawa - do wyrażania własnej opinii, przekonań i własnego sumienia. Jak długo jest to wymiana argumentów i przedstawianie faktów, tak długo dyskusja ma sens i cel jako taki. Schodzenie do poziomu, w którym nie ma argumentów, ale jest mowa nienawiści, wyśmiewanie poglądów, ocenianie innych, próba narzucenia własnej ideologii - to już nie jest zrozumiałe. Ani logiczne.

Wariactw to nie koniec. Zebrało się dwóch kreujących się na guru ateistów (jeden bardziej od drugiego) i jeżdżą sobie panowie po Polsce pokazywać płody niepełnosprawne, z wadami rozwojowymi itp. Normalnie gratuluję polotu i finezji. Temat był już przerobiony nie raz przez ruchy pro-life. Wtedy były hasła, że tak nie można, że to drastyczne, przekłamane i nieuczciwe. I niby z drugiej strony to już jest dobre, uczciwie i na miejscu? Nie, nie jest. Jest tak samo idiotyczne i tak samo przekłamuje - tylko cel się zmienił. Choć w sumie to cel może jest ten sam - niesmak i politowanie nad szalonym umysłem tego, który wpadł na ten pomysł. 

Dyskusja powinna toczyć się w podstawowym temacie prawa do samodecydowania o sobie. Jeśli jedna strona mówi - masz prawo, zrób z tym co chcesz, a druga - nie masz prawa, zrobisz co ja chcę, to ja wybieram tę pierwszą. Szczególnie, gdy okazuje się, że ta druga to najczęściej osoby, których posiadanie dzieci nie dotyczy, a co za tym idzie nie bardzo dotyczy problem aborcji. Dotyczy ich natomiast wiara, którą nie każdy podziela w tym samym stopniu, a co za tym idzie nie łączą ich jednakowe wartości. Niewątpliwie głowy kościoła chciałyby jednej masy idącej w jednym kierunku bez zadawania pytań. Na ich nieszczęście czarnych owiec jest znacznie więcej, a stada nie tworzy pasterz i psy pasterskie, a owce właśnie. 

Jeśli ja, jako feministka mówię, że chcę aby każdy i każda miała wybór to nie będę narzucała swojej woli. Jeśli mówię, że chcę być szanowana, aby moje prawa były respektowane to nie wolno mi mówić, że ktoś jest gorszy, bo uważa inaczej niż ja. Nie oczekuję więcej, niż wymagam od siebie, ale też nie oczekuję, że każdy będzie myślał jak ja. A już na pewno przy całym uwielbieniu swojego światopoglądu i stylu życia nie oczekuję, że ktoś będzie żył, tak jak ja mu każę.
Nie ma znaczenia jakie piosenki ksiądz wyśpiewa i co wykrzyczy z ambony, ani to, czy ksiądz sprzeciwi się sztuce, czy medytacji i to, czy poprze kogoś, kto w obronie swojego sumienia skarze na cierpienie kobietę. Każdy w chwili, gdy przyjdzie mu podejmować trudną decyzję będzie patrzył na siebie, swoich bliskich, swoje życie. Jedyne, czego możemy być pewni to tego, jak chcielibyśmy się zachować w danej sytuacji. Jednak jak długo się w niej nie znajdziemy, tak długo nie możemy powiedzieć, że tak właśnie się zachowamy. To dlatego tak łatwo mówić innym, jak wszyscy powinni żyć. Zdumiewa mnie jedynie to, że postrzegani przeze mnie jako obiektywni obrońcy prawa wyboru ateiści/ateistki i feminiści/feministki co raz częściej robią to samo, co ich przeciwnicy - wchodzą z butami w cudze życie i oceniają je.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz