czwartek, 25 września 2014

Jeśli nie wiadomo o co chodzi...

... na pewno chodzi o kasę. A jeśli nie? Przecież w sprzeciwie wobec Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej nie chodzi o kasę. 
Celem Konwencji jest "ochrona kobiet przed wszelkimi formami przemocy oraz zapobieganie, ściganie i eliminację przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, przyczynienie się do eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet oraz wspieranie rzeczywistego równouprawnienia kobiet i mężczyzn, w tym poprzez wzmocnienie pozycji kobiet, stworzenie szeroko zakrojonego planu ramowego, polityk i działań na rzecz ochrony i wsparcia wszystkich ofiar przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zacieśnianie międzynarodowej współpracy mającej na celu likwidację przemocy wobec kobiet i przemocy domowej oraz zapewnienie wsparcia i pomocy organizacjom i instytucjom władzy wykonawczej w skutecznej współpracy na rzecz wypracowania zintegrowanego podejścia do likwidacji przemocy wobec kobiet i przemocy domowej." 
Domyślam się, że solą w oku prawicowych działaczy i polityków jest zapis mówiący o równouprawnieniu kobiet i mężczyzn. Posłanka Kempa stwierdziła wręcz, że równość płci to herezje.  Posłanka jednak myli pismo święte z przepisami prawa. Konwencja nie dotyczy chrześcijaństwa ani do niego nie nawiązuje. W preambule powołuje wiele przepisów i zapisów różnych konwencji, dyrektyw, orzecznictwa Trybunału Praw Człowieka, jednak nie powołuje żadnego pisma świętego, Koranu, Tory - niczego takiego. Może posłance Kempie trudno zauważyć, że chodzi o zjawisko przemocy, które z chrześcijaństwem ma tyle wspólnego ile zachodzi w chrześcijańskiej rodzinie. Mylenie pojęcia równości płci oznaczającej równouprawnienie - równe prawa i obowiązki z równością płci na płaszczyźnie biologicznej jest bezczelną nadinterpretacją i manipulacją. 
Posłanka Wróbel natomiast uważa, że Konwencja uderza w Konstytucję, wiarę oraz definicję kobiety i rodziny. Nie wiem jaką konstytucję posłanka Wróbel czytała, ale Konstytucja mojego kraju nie mówi nic o tym, że kobiety nie mogą być chronione przed przemocą. Nie znam też definicji rodziny, w którą wpisywałaby się przemoc wobec kobiet i przemoc domowa. Również wiara, która nie jest mi obca nie mówi nic o tym, że prawdziwy chrześcijanin musi choć raz spuścić łomot swojej chrześcijańskiej żonie, a prawdziwa chrześcijanka po takim laniu odmawia pacierz i dziękuje Bogu za cudownego męża. Może posłanka Wróbel czuje, że przemoc wobec kobiet stanowi część jej tradycji, kultury i historii. Jeśli tak to powinna się wstydzić i dziękować, że ktokolwiek chce to zmienić. Niech powie ofierze przemocy domowej, że taka jest definicja rodziny, że taką mamy wiarę, kulturę, tradycję i historię - jeśli ma tylko odwagę.
Sprzeciw Episkopatu mnie nie dziwi i nie interesuje. Nie są stroną w tej sprawie, nie reprezentuje on narodu, tak jak to czynią posłowie. 
Do tego sprzeciw - a jakże - środowisk katolickich, mylących pojęcia edukacji z seksualizacją:

*Szanowna Pani Posłanko,* 
*Szanowny Panie Pośle*
*W imieniu inicjatywy rodziców **Stop seksualizacji naszych dzieci! **z

Wrocławia, Krakowa i Warszawy prosimy o odrzucenie szkodliwej Konwecji.*



*Konwencja ta*:
- bazuje na ideologii gender, a jej ratyfikacja narusza art. 25 ust. 2
Konstytucji  RP, który zobowiązuje władze publiczne do bezstronności w sprawach światopoglądowych i filozoficznych;
- zbudowana jest na aksjologii, która w istotnych punktach jest sprzeczna z założeniami Konstytucji RP, gdyż uznaje tradycję, dorobek cywilizacyjny, rodzinę, ojcostwo i macierzyństwo za potencjalne źródło opresji, które powinno zostać wykorzenione;
- narzuca genderową definicję płci, która wprowadziłaby zamęt do polskiego systemu prawnego, a zwłaszcza prawa rodzinnego;
- przewiduje wprowadzenie do programów nauczania treści, które w polskim społeczeństwie są nieakceptowane (m.in. nauczanie o niestereotypowych rolach płciowych) oraz sprzeczne z art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, który przyznaje rodzicom prawo do decydującego wpływu na kształt edukacji ich dzieci;
- poprzez międzynarodowy system monitorowania realizacji konwencji tworzy
mechanizm mogący służyć wywieraniu nacisku na Polskę w kierunku akceptacji
rozwiązań nacechowanych ideologicznie.



*W imieniu akcji Stop seksualizacji naszych dzieci!*


  • Przemoc nie jest światopoglądem ani filozofią - jest aktem agresji.
  • Gender nie jest ideologią, tak samo jak matematyka, czy fizyka, choć fakt - odkrycie Kopernika też nie było uznawane przez dwa stulecia, a dziś to rzecz zwykła i oczywista. 
  • Wszystko może być źródłem opresji, co nie jest jednoznaczne z wykorzenianiem tego "wszystkiego", a zapobiegać można poprzez system edukacji, prawa i kar.
  • Mniemam, że genderowa płeć to płeć społeczno-kulturowa, której niektórzy nie potrafią zrozumieć. Cóż. Nie tak dawno rolą kobiety było siedzenie w domu bez prawa do edukacji, czy głosowania. Dziś to prawo kobiety mają - tak oto ta płeć społeczno-kulturowa się zmieniła. Między innymi.
  • Trudno mówić o nieakceptowanych przez społeczeństwo treści, gdy nie zna się opinii całego społeczeństwa. To raz. Dwa, że Konwencja nie odbiera rodzicom prawa do decydującego wpływu na kształt edukacji ich dzieci.
  • Doprawdy nie wiem co może być nacechowane ideologicznie w przeciwdziałaniu przemocy. Mniemam, że popierający akcję Stop seksualizacji naszych dzieci też pojęcia nie mają. Sama nazwa akcji sugeruje, że biorący w niej udział nie mają pojęcia przeciwko czemu występują.

Nie wiem, czy polscy parlamentarzyści głosujący przeciw Konwencji lubią stosować przemoc, czy też parlametarzystki lubią tej przemocy doświadczać. Próba zbicia kapitału politycznego poprzez błędną interpretację treści Konwencji i manipulację emocjami ludzi, którzy często nie mają pojęcia co w tej Konwencji zostało zapisane jest żałosna i żenująca. Nie mieści mi się w głowie, że tragedia setek kobiet jest nazywana historią i kulturą a walka z Konwencją - walką o wartości chrześcijańskie i tradycję.

Dodam też, że zarówno posłanka Kempa, jak i Wróbel (a także poseł Pawłowicz przerywająca dzisiejsze wystąpienie posła Biedronia przytaczającego dane dotyczące liczby kobiet-ofiar przemocy) nie mogłyby tak swobodnie bronić prawa do przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, gdyby nie równouprawnienie, przed którym tak bardzo się bronią i nieustannie kwestionują. 

Żyję w kraju, w którym ludzie wielkiej wiary i obrońcy życia widzą zagrożenie w Karcie praw podstawowych i Konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. A wszystko to w imię wiary, obrony tradycji, w której są równi i równiejsi. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz