poniedziałek, 3 stycznia 2011

Nauka a wiedza.

Ostatnio podjęłam dyskusję na temat nauczania języka polskiego w szkołach. Doszłam do wniosku, iż nakazywanie przeczytania jakieś lektury i jednocześnie podanie, na kiedy ma ona być przeczytana jest idiotyzmem. Jeszcze większym, gdy popatrzy się na sposób "przerabiania" owych lektur. I tak człowiek przejedzie się przez owe przerabianie na opracowaniach i nie będzie wiedział ani kim był autor wiekowego dzieła, co, gdzie, kiedy i dlaczego napisał, ani tym bardziej tego nie zapamięta. Bo przecież łatwiej jest mówić o miłości Wokulskiego i ułomności Łęckiej, niż zastanawiać się nad znaczeniem tej historii, rozmyślać nad tym co autor miał na myśli, czy też odnieść się do ówczesnych czasów.
Jednocześnie wychodzi na to, iż przez większą część lat edukacji de facto jesteśmy uczeni na siłę. Pozbawia się nas umiejętności samodzielnego myślenia na rzecz myślenia schematami. Najlepiej uczyć się na pamięć, choć spora część nauczycieli chce żebyśmy uczyli się ze zrozumieniem. Tylko jak uczyć się ze zrozumieniem, kiedy nauczyciele nie dają pola do własnych interpretacji, przemyśleń i wniosków. Owa historia z "Lalki" przecież mogłaby być ciekawsza gdyby nie była rozpatrywana schematycznie. 
Zatem zmiana nauczania polega jedynie na tym, że uczeń klasy II nie może sprzedać koledze z klasy I swoich starych podręczników, gdyż ten musi mieć już inne. Reszta pozostała. A gdyby tak porzucić podręczniki, przypomnieć sobie kim był Celestyn Freinet i co głosił i zacząć uczyć myśleć? Przecież nie wszystko opiera się na wszechobecnym internecie, a google nie są wyrocznią i skarbnicą prawdy jedynej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz