Temat na topie, poza rosnącym frankiem i problemami z budową A2, to oczywiście związki partnerskie.
Mieszczą się one (te związki) razem z całą ustawą je regulującą w moim toku rozumowania i ogólnym poglądzie, że człowiek homoseksualny nie różni się niczym ode mnie (poza orientacją seksualną oczywiście). W ostatnim czasie jednak, przyszło mi argumentować za wprowadzeniem ustawy o związkach partnerskich, przy czym nie wymagał nikt argumentów za ustawą, a przeciw temu, że obecne prawo daje homoseksualistom te same uprawnienia, co rzekoma ustawa.
Mieszczą się one (te związki) razem z całą ustawą je regulującą w moim toku rozumowania i ogólnym poglądzie, że człowiek homoseksualny nie różni się niczym ode mnie (poza orientacją seksualną oczywiście). W ostatnim czasie jednak, przyszło mi argumentować za wprowadzeniem ustawy o związkach partnerskich, przy czym nie wymagał nikt argumentów za ustawą, a przeciw temu, że obecne prawo daje homoseksualistom te same uprawnienia, co rzekoma ustawa.
Skąd zatem przekonanie społeczności LGBT, że konieczne są nowe rozwiązania prawne? Pytam tę społeczność, gdyż to oni wiedzą doskonale, co mogą, a czego nie w ramach obowiązującego prawa. Pytam, dostaję odpowiedź. Umowa cywilno-prawna jako taka podchodzi przede wszystkim pod postanowienia kodeksu cywilnego, natomiast małżeństwo, jako swoisty rodzaj umowy podchodzi pod tę samą ustawę, ale dokładniej - pod prawo rodzinne. Chociażby z tego względu uważam, że konieczne jest wprowadzenie związków partnerskich, które w stosownych częściach będą mogły nie tylko korzystać z praw wynikających z tego działu prawa cywilnego, ale także będą miały z tego tytułu określone obowiązki.
Oczywiście można spisać kilka umów, a może nawet ująć wszystko w jedną. Określić, że ta oto pani jest moją partnerką, że chcę, by była informowana o moim stanie zdrowia, a gdy będę w określonej sytuacji (tu sprecyzować setkę sytuacji) może podjąć decyzję odnośnie mojego zdrowia i życia, a gdy umrę dziedziczy wszystko (tu sprecyzować co) po mnie. Tylko, że jeśli owa pani ma rodzinę, to ta może dokument podważyć w sądzie, a po jej śmierci (a także i za życia) udowodnić, że była (jest) chora, gdyż powszechnie wiadomo, że są osoby, które homoseksualizm traktują jako chorobę, którą należy leczyć. Z drugiej strony nim lekarz sprawdzi poprawność prawną takiego dokumentu być może za późno będzie dla tej pani, by podejmować decyzję o leczeniu, można będzie o pochówku. O właśnie - to też należałoby sprecyzować. Ogólnie to, co reguluje jeden papier wynikający z założeń ustawy o związkach partnerskich i który być może zajmie jedną stronę A5 - bo resztę regulować będzie ustawa, można zamienić na umowę cywilno-prawną, która by regulować wszystkie aspekty życia w związku musiałaby zajmować kilkanaście (kilkadziesiąt?) stron A4, przy czym nigdy nie będzie pewności, że ureguluje wszystko i nie będzie jej można podważyć w sądzie.
Tłumaczenie, że małżeństwo jest po to, by para małżonków spłodziła, a następnie wychowała kolejnego podatnika też do mnie nie trafiają. Przecież homoseksualiści także mogą być rodzicami. I nie mówię tu o adopcji, mówię o byciu biologicznym rodzicem. Medycyna nie zatrzymała się w średniowieczu, znamy pojęcia dawcy spermy i zastępczej matki. Zatem rodzina ona, ona i ono/on, on i ono może z powodzeniem funkcjonować. Problemem jest jedynie mentalność ludzka i przekonanie, że taki model godzi ... w sumie to nawet nie wiem w co.
Bo cóż będzie lepsze - dwoje rodziców jednej płci wychowujących we wzajemnym szacunku i miłości małego człowieka, czy matka pijaczka i agresywny konkubent? Tu należy zaznaczyć i stale podkreślać, że na jakość wychowania dziecka totalnie nie ma wpływu orientacja seksualna człowieka - ale wartości jakie wyznają rodzice, miłość jaką darzą siebie nawzajem i swoje dziecko oraz brak uprzedzeń. Jednocześnie orientacja seksualna nie determinuje tych wartości, może natomiast pogląd na pewne aspekty życia, przy czym heteroseksualność nie wyklucza takiego samego poglądu, jaki wyraża homoseksualista.
Chciałabym poznać argumenty ludzi przeciwnych związkom partnerskim. Ale nie na zasadzie - bo są ustawy, jest prawo, bo to nienormalne, że ludzie jednej płci się kochają. Chcę dowiedzieć się dlaczego nie miałyby zaistnieć związki partnerskie. Czy taki związek regulowany prawem nie jest dobry, nie przynosi korzyści dla homoseksualistów, stanowi zagrożenie dla społeczeństwa? Z góry odrzucam argumenty oparte na naukach kościoła, jakiegokolwiek, gdyż wiara nie ma tu nic do rzeczy.
Oczywiście nie jestem przeciwny, więc mój komentarz niewiele wniesie. Masz otwarty umysł to rozumiesz ludzi, którzy mają inaczej. Nic w tym złego. Zresztą związki partnerskie mogą też dotyczyć heteroseksualnych. Komu to przeszkadza? Oczywiście Kościołowi. Chce mieć rząd dusz i tyle.
OdpowiedzUsuńGdyby nie miał to jego rola stopniałaby i to co nieuchronne stałoby się bardzo szybko. Pozdrawiam.
podoba mi się forma "rodziny homoseksualne" - bez znaczenia, czy posiadają dzieci, czy nie.
OdpowiedzUsuńwłaśnie odkryłam ten blog. niezwykle interesujący. zwięźle i na temat. będę częstszym gościem.
pozdrawiam