Dziś, dzięki uprzejmości syna, który zapomniał zabrać do szkoły plecak udało mi się trasę dom-praca zrobić dwa razy. Dzięki temu miałam dwa razy więcej czasu na posłuchanie radia, a z radia przemówiła do mnie rzeczniczka rządu posłanka Kidawa-Błońska.
To pierwsza wypowiedź publiczna jako rzeczniczki, której wysłuchałam. Nie mogłam wyjść z podziwu, że tak drastycznie spadł poziom jej wypowiedzi. Może wcześniej nie były takie długie i szczegółowe... Ale do sedna.
Rząd "ozusuje" umowy cywilno-prawne. Rewelacja! Przecież tego właśnie domagali się wszyscy - czyż nie? Czyż nie mamy w prawie zapisu precyzującego, kto może na umowę cywilno-prawną zostać zatrudniony? Czyż nie jest tak, że te wszystkie "śmieciówki" powinny być na mocy prawa zamienione na umowy o pracę?
Kodeks pracy stanowi:
Art. 22. § 1. Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca - do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem.
§ 11. Zatrudnienie w warunkach określonych w § 1 jest zatrudnieniem na podstawie stosunku pracy, bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy.
§ 12. Nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy
zachowaniu warunków wykonywania pracy, określonych w § 1.
Zatem zamiast kupować wyborców i związki zawodowe, niech pracownicy PIP zaczną się wywiązywać ze swoich obowiązków i rzetelnie dokonywać kontroli zakładów pracy nie tylko w przypadku otrzymania donosu. Sądzę, że lepiej byłoby, gdyby każdy kontroler PIP miał możliwość nałożenia na kontrolowanego pracodawcę obowiązku natychmiastowej zmiany umowy zlecenia na umowę o pracę, gdy spełnione są w/w warunki. Dziwię się, że już nie wystarczy w Polsce stosować prawa i nie istnieją żadne narzędzia, które mogłyby to prawo ewentualnie egzekwować.
Rząd każdemu pierwszoklasiście da podręcznik. Super, bo moja córka idzie we wrześniu do szkoły. Nie bardzo jednak wiem, jak rząd chce to zrobić, gdyż książki dla klas I-III sprzedawane są w pakietach - dwie czytanki, 4 części ćwiczeń do j. polskiego i 4 do matematyki, 2 części wycinanek, książka i ćwiczenia do zajęć komputerowych (to ostatnie nie wiem po co, bo dzieci najczęściej grają w gry internetowe lub robią rysunki w paincie). Rzeczniczka rządu zdziwiła się, że nie ma jednego podręcznika, elementarza jak za jej czasów - za moich czasów też nie było zestawów za 170-200zł, a do tego dodatkowej książki i ćwiczeń do j. angielskiego; no i oczywiście obowiązkowo książka do katechezy. Zatem czy książką, którą dostanie każdy pierwszoklasista w tym roku będzie czytanka, z której niewiele się dzieci uczą, czy zestaw ćwiczeń, na których pracują cały rok? A może powstanie nowy elementarz i jak za starych dobrze mi znanych czasów będzie można uczyć się z niego dłużej niż jeden rok szkolny.
Rzeczniczka powinna wiedzieć jakie są przepisy prawa, jak wygląda system edukacji. Nie wiedziała. Natomiast ja teraz wiem, w jak dużym oderwaniu od rzeczywistości jest rząd. Ba! Nie tylko od rzeczywistości. Z racji tak długiego stażu w Sejmie można zapomnieć jak żyje statystyczny Kowalski i jakie ma problemy. Jednak być w oderwaniu od tworzonych przez siebie przepisów prawa to już szczyt bezczelności. To rząd Tuska zmienił ustawę o systemie oświaty, to rząd Tuska zmienił ustawę Kodeks pracy. Czy rzeczywiście uda się kupić sobie kilka punktów procentowych poparcia za obietnice, których dotrzymać będzie trudno? Obietnicą tabletów dla gimnazjalistów kupili. Poparcie było, tabletów brak. Warto o tym pamiętać. Tak sądzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz