czwartek, 9 stycznia 2014

Człowiecze twory.

Nie miał człowiek co robić, to wymyślił sobie Boga. I tak przez wieki w jego imieniu podbijał narody, palił przeciwników a potem tworzył prawo dla pozostałych. Przez lata instytucja zarządzająca Bogiem urosła do znacznej roli, a nawet doczekała się własnego kawałka ziemi, gdzie mogła sobie pałace zbudować. Polacy, jako naród szczególnie umiłowany przez Boga - mieliśmy papieża Polaka, który z Bogiem pod pachę pomógł nam odzyskać wolność i przegonić komunistów, a później to nawet polskiemu piłkarzowi gola strzelić!

Nic jednak tak nie jednoczy społeczeństwa jak wspólny wróg. Już od dawien dawna wrogiem tym nie jest poganin. W ostatnim czasie - a dokładnie w minionym 2013 roku, Kościół katolicki w Polsce miał wrogów: homoseksualistów z ich homoseksualną propagandą (walką o równouprawnienie) i feministki z ich chęcią decydowania o sobie (walką o równouprawnienie). Oczywiście jedni i drudzy namawiają do odejścia do Kościoła (nie, nie Boga, tylko Kościoła!).
Z Nowym Rokiem nowym krokiem przyszło gender. Gender oczywiście przyszło wcześniej, ale z tej płci (z ang. gender-płeć) zrobiła się ideologia, a nawet powstali (na użytek Kościoła katolickiego w Polsce) genderyści i genderystki. Nie wiem co to za twory, ale na pewno gorsze straszydła niż osoby homoseksualne i popierające feminizm. 
Nie zliczę ile osób już próbowało wyjaśnić czym jest gender. Nie wiem, czy niektórzy nie potrafią, czy zwyczajnie nie chcą i nie jest im na rękę przyswoić tej krótkiej teorii. Najbardziej rzeczowa w mojej ocenie jest WHO, która podaje, że gender to role, zachowania, aktywności i atrybuty, stworzone przez społeczeństwo i uznane przez nie za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet. Od ponad 30 lat prowadzone są w USA badania nad społeczno-kulturową tożsamością płciową (gender studies). Kilka miast w Polsce posiada gender budget, co oznacza, że budżet danego miasta uwzględnia różne potrzeby kobiet i potrzeby mężczyzn.
W debacie publicznej usłyszałam już, że gender nie może istnieć, bo przecież kobieta i mężczyzna to dwa biologicznie różne organizmy. No super, powiedziałabym nawet, że różne psychicznie, mentalnie i intelektualnie. Że gender to edukacja seksualna, nauka masturbacji i przebieranie chłopców w sukienki od przedszkola. Tu nawet nie wiem co odpowiedzieć, bo głupota tych twierdzeń odbiera mi mowę za każdym razem. Że gender chce usunąć z języka prawnego męskość i kobiecość, matka i ojciec mają zostać zastąpieni rodzicem pierwszym i rodzicem drugim, a dziecko genderowców nie rodzi się, ale jest przedmiotem produkcji. Nie wiem nic o planach takich zmian w prawie. Jednak moje dzieci mają rodziców, którzy mają wobec nich takie same prawa i obowiązki. Co do produkcji to odnoszę wrażenie, że produkować chcą ci, którzy sprzeciwiają się odpowiedzialnemu rodzicielstwu, tu: edukacji seksualnej, antykoncepcji i aborcji.

W wywiadzie dla GW biskup Pieronek powiedział: "Kościół jest za równouprawnieniem kobiet i mężczyzn. Za równymi prawami i obowiązkami płci i zniesieniem podziałów w obowiązkach rodzicielskich takich jak urlopy i nierówny rozwój zawodowy."
Doprawdy nie zauważyłam. Zauważyłam natomiast, że i księża i zakonnice chodzą w czarnych sukienkach, jednak tylko księża mają je w kolorze innym niż czarny. Zauważyłam, że i księża i zakonnice noszą ozdoby, jednak poza różańcem złote pierścienie i sygnety noszą tylko księża. W przeciwieństwie do zakonnic prawie każdy ksiądz ma własny samochód. Tylko księża mogą odprawiać msze, odwiedzać wiernych i brać pieniądze za posługę (choć wedle prawa kanonicznego to obowiązek księdza, a nie praca zarobkowa). Charytatywne misje zagraniczne i domy pomocy prowadzone są przede wszystkim przez zakonnice. Nie jest obowiązkiem księdza utrzymywanie porządku i czystości w kościele i na plebani, nie dla niego są prace w kuchni. To księża bawią się w celebrytów. Pojawiają się w mediach, gdzie nie mówią o Bogu, ale o tym jak powinna wyglądać polska rodzina, co wolno kobiecie, a czego nie. Kobiety nie wtrącają się w to jaką ich płeć pełni rolę w Kościele, więc byłoby miło, gdyby Kościół nie mówił kobietom jaka jest ich rola poza Kościołem.

Odnoszę wrażenie, że niektórych ogarnęła zwykła histeria. Politycy tworzą zespoły sejmowe przeciwko gender, biskupi piszą listy, które czytane są wiernym z ambony. Nie odbieram tego jako obawy o przyszłość rodziny czy troski o drugiego człowieka. Widzę w tym władzę. Politycy łapią okazję do pozyskania wyborców, których Kościół ogłupia w strachu przed utratą władzy - moja subiektywna ocena.
Nie rozumiem zaprzeczania istnieniu płci kulturowej. Nie jest niczym nowym twierdzenie, że społeczeństwo i kultura w jakiej dorastamy mają wpływ na to kim jesteśmy. W niektórych krajach kobiety do dziś nie mają prawa głosu i są całkowicie zależne od mężczyzn. Od wieków kobiety poprzez różne ruchy zyskują kolejne prawa, zastrzeżone wcześniej tylko dla mężczyzn.
Dziś nie szokuje, że kobieta nosi spodnie, studiuje, pracuje, stosuje antykoncepcję, wybiera sobie partnera, uprawia seks dla przyjemności, ma prawo głosu, jest polityczką, społeczniczką, może dowolnie wybrać zawód na równi z mężczyzną. Należy pamiętać, że nie zawsze tak było. To co mamy teraz to skutek działań sufrażystek, a następnie feministek.
Żadna komisja sejmowa przeciwko ideologii gender, czy to robiona dla pozyskania sympatii Kościoła i wyborców, czy też z prawdziwego przekonania, że równouprawnienie szkodzi nie zmieni tego, że świat się zmienia, ludzie się zmieniają. Gdyby nie to nadal siedzielibyśmy na drzewach iskając się lub pohukując na siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz