środa, 11 sierpnia 2010

Spór.

Sporu o krzyż nie widać końca. Ciekawa jestem, czy rząd przyjąłby takie samo stanowisko, gdyby chodziło o inny symbol religijny. Zresztą, nie oszukujmy się, od samego początku nie chodziło o krzyż tylko o prezydenta Kaczyńskiego.
Pochowany został w atmosferze konfliktu o miejsce pochówku. Ale dlaczego miałby nie zostać pochowany na Wawelu? Ktoś musiał być pierwszy, a rodzina Narutowicza nie pomyślała o tym. Kaczorowski został pochowany na Powązkach choć otwarta była kwestia, aby również pochować go na Wawelu. Niech będzie, że za kilka stuleci Polak będzie mógł powiedzieć, że na Wawelu spoczywają głowy jego państwa z przeszłości - tak królowie jak i prezydenci. Tu nie chodzi przecież o to, że naród się sprzeciwił pochówku prezydenta, ale de facto samego Kaczyńskiego. To z kolei jest konsekwencją jego bardzo małego poparcia jeszcze za życia.
Nikt nie mówi, że nie chce upamiętnienia ofiar katastrofy TU-154. Tu chodzi o to, że zwolennicy Kaczyńskiego zapominają o tym, że były inne ofiary i żądają pomnika prezydenta, a ci, którzy uważają, że nie krzyż upamiętnia ofiary chcą tablicy - widać zbyt małej, aby odpuścili 'obrońcy krzyża'.
Sam Jarosław Kaczyński nie widzi okazji jaka stoi przed nim. Gdy znowu zaczął tupać nogą, ci którzy uwierzyli w jego łagodne, normalne oblicze odwrócili się od niego. Mógłby, zamiast podżegać 'obrońców krzyża' powiedzieć: "przenieśmy, niech stoi w świątyni, niech cześć i pamięć ofiar będzie oddawana bez atmosfery konfliktu i bezsensownego sporu". Jednak nie zrobi tego, gdyż nie walczy o godne uczczenie pamięci, ale o to, by jego brat został wyniesiony wyżej, niż ocenia go społeczeństwo.
To takie tworzenie historii na wyrost. Każdy wie, że historia i tak oceni dokonania zmarłego prezydenta, tak samo jak i samego prezesa PiS. Pisanie podręczników w oparciu o teorie spiskowe i zachciewajki raczej nie przyniesie pozytywnego efektu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz