Zaczynam się poważnie zastanawiać nad kwestią tego typu: dlaczego Jarosław Kaczyński robi ze mnie idiotkę?
Na początek przypomnę, że PiS otrzymał w wyborach prezydenckich poparcie najwyższe od 2005 roku. A teraz najlepsze: prezes uważa, że mógłby wygrać, ale był naćpany i pozwolił na strategię wyborczą inną niż ogólna strategia partii. Oczywiście wszystko wina silnych leków uspokajających oraz Joanny Kluzik-Rostowskiej, która zamiast być uroczą twarzą kampanii stała się szefową sztabu - tu nadmienić należy, że została szefową zapewne tylko dlatego, że prezes nie wiedział do końca na co się zgadza, wszak był naćpany.
Dziś prezes wyjaśnia swoją porażkę, a jakiś blogger, mi osobiście ani w inny sposób nieznany przeprowadza wywiad z jakimś "kimś" ze sztabu wyborczego prezesa. Oczywiście owy "ktoś" potwierdza wersję prezesa o tym, że kampania tonęła w chaosie wprost proporcjonalnie do chaosu panującego w sztabie. Jakubiak zostaje zawieszona w partii. Wszyscy myślą, że to za kampanię, w której tak gorliwie broniła prezesa. Jednak, jak się później okazało, poleciała za to, że krytykowała nie tyle partię co prezesa. Gwoli wyjaśnień: krytyka ta nie była oczywista, zwyczajnie i po ludzku pani Jakubiak zechciała powiedzieć co osobiście myśli na temat pewnych kwestii związanych z kampanią, partią i prezesem. O Migalskim nie wspomnę bo szkoda czasu na Piotrusia Pana.
I teraz wracając do meritum. Najlepszy wynik wyborczy od pięciu lat prezes osiągnął w wyniku pomroczności jasnej. Żałuje, że nie wyzywał wszystkich dookoła, że podawał rękę Tuskowi i Komorowskiemu, że miał kogoś, kto był oddany jego sprawie, że chciał zakończyć wojnę...
Zatem sam prezes zaczyna kolejny rozdział: sam sobie sterem i okrętem. Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu dziękujemy za to, że tak ślicznie postrzelił się w stopę i prosimy by teraz zrobił to w drugą... później pójdzie już z górki.
Na początek przypomnę, że PiS otrzymał w wyborach prezydenckich poparcie najwyższe od 2005 roku. A teraz najlepsze: prezes uważa, że mógłby wygrać, ale był naćpany i pozwolił na strategię wyborczą inną niż ogólna strategia partii. Oczywiście wszystko wina silnych leków uspokajających oraz Joanny Kluzik-Rostowskiej, która zamiast być uroczą twarzą kampanii stała się szefową sztabu - tu nadmienić należy, że została szefową zapewne tylko dlatego, że prezes nie wiedział do końca na co się zgadza, wszak był naćpany.
Dziś prezes wyjaśnia swoją porażkę, a jakiś blogger, mi osobiście ani w inny sposób nieznany przeprowadza wywiad z jakimś "kimś" ze sztabu wyborczego prezesa. Oczywiście owy "ktoś" potwierdza wersję prezesa o tym, że kampania tonęła w chaosie wprost proporcjonalnie do chaosu panującego w sztabie. Jakubiak zostaje zawieszona w partii. Wszyscy myślą, że to za kampanię, w której tak gorliwie broniła prezesa. Jednak, jak się później okazało, poleciała za to, że krytykowała nie tyle partię co prezesa. Gwoli wyjaśnień: krytyka ta nie była oczywista, zwyczajnie i po ludzku pani Jakubiak zechciała powiedzieć co osobiście myśli na temat pewnych kwestii związanych z kampanią, partią i prezesem. O Migalskim nie wspomnę bo szkoda czasu na Piotrusia Pana.
I teraz wracając do meritum. Najlepszy wynik wyborczy od pięciu lat prezes osiągnął w wyniku pomroczności jasnej. Żałuje, że nie wyzywał wszystkich dookoła, że podawał rękę Tuskowi i Komorowskiemu, że miał kogoś, kto był oddany jego sprawie, że chciał zakończyć wojnę...
Zatem sam prezes zaczyna kolejny rozdział: sam sobie sterem i okrętem. Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu dziękujemy za to, że tak ślicznie postrzelił się w stopę i prosimy by teraz zrobił to w drugą... później pójdzie już z górki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz