Podobno w sprawie aborcji osiągnięty został kompromis. W ogóle to o jakim kompromisie mowa? Że ktoś (poseł?) będzie kazał kobiecie nosić ciążę, by urodziła dziecko, którego nie chce?
Cieszę, się że są ludzie skłonni zaadaptować takie niechciane dziecko. Ale to moje 9 miesięcy, ryzyko zwolnień lekarskich a moż nawet utraty pracy i uszczerbku na zdrowiu w przypadku ciąży z komplikacją - moje, znaczy kobiety. Poza tym jaka to alternatywa w adopcji, skoro jednym się odmawia (związki nieformalne), innym daje do zakatowania (tragedia w Pucku) a sierocińce pełne dzieci, które sierotami nie są.
Oto świadome rodzicielstwo to droga przez mękę dla ludzi chcących mieć własne dzieci (in vitro też powinno być przecież zakazane), milion badań, obserwacji i toną papieru dla rodziców adopcyjnych (system jak sito, przepuszcza oprawców i zatrzymuje dobrych ludzi), aptekarze odmawiajacy sprzedaży antykoncepcji (prezerwatyw też!) i na koniec przymus rodzenia i kółko się zamyka. Jeśli to ma być świadome, to ja widać świadoma nie jestem. Jeśli to jest kompromis, to nie wiem wedle jakiej definicji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz