Nie jestem ekonomistką, a o gospodarce wiem tyle, ile potrzeba, by powiedzieć, że nie jestem kompletnym laikiem w tym temacie. To nie zmienia faktu, że mam swoje zdanie w tym temacie i od kilku dni przychodzi mi dyskutować w temacie pracy i płacy.
Niejaki KOP - Komitet Obrony Pracowników opracował kilka postulatów. Dokładnie owy KOP żąda, nie proponuje, nie rzuca pomysłami, tylko żąda. M.in. żąda podniesienia płacy minimalnej i likwidacji tzw. umów śmieciowych. W mojej ocenie podniesienie płacy minimalnej będzie skutkowało zwiększeniem liczby zawieranych umów o dzieło i zlecenia. Gdy powiedziałam, że wyższe wynagrodzenie to wyższe koszty dla pracodawcy o mało nie zostałam zlinczowana za to, że uważam, że pracownik to koszt. Oczywiście, że nie! Pracownik to zasób, często ważniejszy niż finansowy, bo de facto to pracownik te środki pieniężne generuje. Jednak nie oszukujmy się, że polską gospodarkę nakręcają korporacje i duże firmy, których prezesi nie mieszczą się w drzwiach, jeżdżą na zagraniczne wycieczki i mają po kilka wypasionych aut w garażu. Nakręcają ją małe przedsiębiorstwa. Przedsiębiorstwo ma przynosić zyski, bo to jest celem każdej działalności gospodarczej. Pracodawca to nie instytucja charytatywna i nie będzie oddawał każdej złotówki pracownikom - wszak on sam też musi zarobić a i rozwijać firmę warto i trzeba.
Znajomy powiedział, że skoro pracodawca nie ma pieniędzy na godne wynagrodzenie pracownika, to niech zawija interes i zasili szeregi zwykłych pracowników. Idąc taką logiką, to niech pracownik założy własną działalność, zamiast pracować na cudzy rachunek. Poza tym pozostaje jeszcze kwestia "godnego" wynagrodzenia. Czyli jakiego? Jeśli określenie to dotyczy człowieka, to jak interpretować je w stosunku do wynagrodzenia? Gdyby każdy pracownik miał świadomość własnej wartości to problem rozwiązałby się sam. Jest popyt, jest podaż.
Nie rozumiem dlaczego najniższa krajowa ma dotyczyć wszystkich bez wyjątków w takiej samej wysokości. Oczywiście, że każda praca jest ważna i każdemu należy się to "godne" wynagrodzenie. Ale czy rzeczywiście jest tak, jak inny znajomy twierdzi, że bez sprzątaczki, to i inżynier nie miałby co robić? Dlaczego ktoś, kogo praca jest mniej odpowiedzialna i nie wymaga wysokich kwalifikacji ma zarabiać minimum tyle samo, co osoba na odpowiedzialnym stanowisku, które by zająć konieczne są wysokie kwalifikacje? Dlaczego nie iść w kierunku ustalenia najniższego wynagrodzenia uwzględniającego wykształcenie, doświadczenie oraz stanowisko i branżę? Z całym szacunkiem dla sprzątaczki, ale odpowiedzialność inżyniera, który np. nadzoruje budowę, czy też produkcję jest znacznie większa i choćby z racji tej odpowiedzialności powinien zarabiać więcej.
Drugą kwestią są składki na ubezpieczenie społeczne - kolejny dzień linczu - które podniesione, miałyby uzdrowić system ubezpieczeń. Podobno system działa dobrze. Cieszę się, bo w mojej rzeczywistości na wizytę u specjalisty trzeba czekać 1-3 miesięcy, badanie specjalistyczne 2-4 miesiące a na operację lub zabieg to nawet i ponad pół roku. Media lokalne podają, jeśli nie codziennie to kilka razy w tygodniu, że likwidowany jest oddział, że sprzęt za miliony złotych stoi nieużywany, bo NFZ nie podpisało kontraktu. Dodam, że sprzęt został zakupiony, by do owego kontraktu w ogóle podejść. I jeszcze biedy nie ma, jak człowiek poważnie nie choruje, a pół biedy, gdy choroba nie jest ciężka. Nie od dziś mówi się o nieefektywnym ZUSie i NFZ.
Zatem co jest złego w tym, by ubezpieczenie pozostało obowiązkowe, ale przy możliwości wyboru ubezpieczyciela? Taka sama zasada działania, jak w przypadku emerytur. I tak każdy ma świadomość, że na "godną" emeryturę z ZUS nie ma co liczyć, nawet pracując do 70-ki i jak może odkłada na IKE. Gdy jest problem z dostępem do specjalisty, to okazuje się że za 50-150zł specjalista przyjmie od ręki. Oczywiście, że nie każdego na to stać, ale nie ma co się bić w pierś za to, że jeśli ktoś potrzebuje to zapłaci, bo jakoś te 150zł wyskrobie dla własnego (lub dzieci) zdrowia.
Jednak jeśli NFZ ma tak ogromne problemy z finansowaniem zabiegów medycznych, to coś jest nie tak. Podniesienie składki na ubezpieczenie zdrowotne może skutkować zwiększeniem wpływów na NFZ, ale może też spowodować skutek odwrotny do zamierzonego.
Premier chce wprowadzić obowiązkowe składki na ubezpieczenie społeczne. Nie szkodzi. Zarówno pracodawca, jak i pracownik na pewno szybko wymyślą sposób na wyjście z tej sytuacji. Może powiększy się nam szara strefa.
Reasumując - mamy darmową służbę zdrowia, tylko z dostępem do niej nie jest już tak łatwo. Mamy gwarancję płacy minimalnej, tylko z pracą gorzej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz