Dziś w Gdańsku odbyła się konferencja regionalna zorganizowana przez biuro pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania. Miałam wobec niej bardzo duże nadzieje, jednak zostały one zweryfikowane już po ok. 20 minutach trwania konferencji.
Spotkanie oczywiście rozpoczęła pełnomocniczka, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Tuż za nią głos zabrały posłanki Hall, spóźniona Kłosin i Pomaska. Ta ostatnia zakończyła swój udział w konferencji tuż po wystąpieniu inauguracyjnym. Przyznała, że małżonek został w domu z córkami, więc albo jednak małżonek nie daje rady, albo uznała, że są sprawy ważne i ważniejsze. Nie dziwię się, bo sama opuściłam lunch w doborowym towarzystwie na rzecz odbioru dzieci ze szkoły i przedszkola.
Radna Gdyni, Beata Szadziul przekonywała, że gender budget jest w Gdyni "intuicyjnie" wprowadzany. Ciekawa to informacja w odniesieniu do faktu, że w mieście z 250 tys. mieszkańców funkcjonuje jeden żłobek w dwoma oddziałami - w centrum i na obrzeżach miasta, na Demptowie, przy czym ten funkcjonuje od dwóch lat. Dla przykładu mogę powiedzieć, że niespełna 84 tysięczna Jelenia Góra posiada jeden żłobek publiczny.
Dowiedziałam się, że choć w Urzędzie Miasta Gdańska i Urzędzie Wojewódzkim pracuje więcej pań, niż panów, to jednak udział mężczyzn na kierowniczych i strategicznych stanowiskach jest większy, niż kobiet. Żadna nowość, ale miło, że zostało to powiedziane głośno.
Koordynatorka ds. równego traktowania przy urzędzie wojewódzkim pełni funkcję przede wszystkim asystentki wojewody. Nie posiada ani narzędzi ani budżetu by pełnić rolę koordynatorki (sic!), a jej stanowisko nie jest autonomiczne. Toż to już cyrk jakiś.
Koordynatorka ds. równego traktowania przy urzędzie wojewódzkim pełni funkcję przede wszystkim asystentki wojewody. Nie posiada ani narzędzi ani budżetu by pełnić rolę koordynatorki (sic!), a jej stanowisko nie jest autonomiczne. Toż to już cyrk jakiś.
Panel dyskusyjny niewiele wniósł do tematu równouprawnienia. Ot kolejna pogadanka o tym, jak dyskryminowane są kobiety. Nie twierdzę, że nie są i że nie jest to problemem. Jednak po konferencji pełnomocniczki rządu oczekiwałabym głębszego tematu, niż tylko dyskryminacji kobiet. Oczekiwałabym deklaracji i propozycji rozwiązań.
Na zakończenie pani Kozłowska-Rajewicz poinformowała zebranych, że PO ma 35% kobiet w Sejmie, gdyż przyjęta została wewnętrzna uchwała, wedle której na listach wyborczych w pierwszej trójce miała być minimum jedna kobieta i jeden mężczyzna, a w kolejnej czwórce dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Nie omieszkała także zaznaczyć, że taki Ruch Palikota nie posiada żadnej posłanki, gdyż na "biorących" (pierwsza piątka) miejscach byli sami mężczyźni. Do ustalonego ostatnio (jak dobrze pamiętam) suwaka w owym Ruchu już się nie odniosła.
Nie doniosła się także do stwierdzenia Małgorzaty Tarasiewicz, że za czasu, gdy pełnomocniczką była Izabela Jaruga Nowacka funkcjonowały tzw. małe granty, o które bez zbędnej biurokracji mogły się starać małe, lokalne organizacje pozarządowe. Do zarzutu Grażyny Knitter i Elżbiety Jachlewskiej, pań ze Stowarzyszenia Waga odnośnie kraty równości kobiet i mężczyzn w życiu lokalnym też się nie odniosła i sądząc po tym, jak intensywnie skupiała się na swoim telefonie komórkowym śmiem wątpić, by w ogóle zrozumiała, co panie do niej mówiły.
Konferencja przypomniała mi wystąpienie Rzecznika Praw Dziecka na konferencji "Roku Korczaka" na Uniwersytecie Gdańskim - od kiedy rządzi PO jest super a dyskryminacja i łamanie praw człowieka nie ma miejsca... no chyba, że w sporadycznych przypadkach, gdy ktoś uprzejmy doniesie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz