czwartek, 8 listopada 2012

Kultura po amerykańsku.

Nie przepadam za Amerykanami, jako narodem od najmłodszych lat karmionym propagandą i wychowywanych w przeświadczeniu, że są narodem wybranym, najlepszym i nie ma innego kraju, który byłby lepszy od Stanów Zjednoczonych. Przyznam szczerze, że nawet kampania wyborcza i same wybory w Stanach nie bardzo mnie interesowały, ale nie były mi też obojętne. Niemniej jednak moją uwagę, kolejny raz, przykuła forma kampanii i zachowanie kandydatów.
Odnoszę wrażenie, że w trakcie walki o głosy wyborców nie ma taryfy ulgowej, a i granice są mocno przesunięte. Atak, kontratak. Nie bronimy się - atakujemy! Za niejeden spot wyborczy, niejedną wypowiedź drugi kandydat mógłby wkurzyć się maksymalnie. Kampania w mojej ocenie pozbawiona głębszego, merytorycznego przekazu. Klasyka - wzniosłe hasła i gra na emocjach, wytykanie błędów rywala, oda do własnej doskonałości. 
Jednak po wyborach - co podniosły chyba wszystkie możliwe media w Polsce - wygrany nie znęca się nad przegranym, a przegrany nie odgrywa się na wygranym, nie szuka winnych swojej porażki.
Dlaczego o tym się wczoraj nagminnie mówiło? Bo jest to coś, czego trudno szukać na polskiej scenie politycznej. Jednak nie rozumiem, dlaczego miałoby to wzbudzać aż taką sensację. Sensacją powinno być nie to, że występy publiczne amerykańskich (choć przecież nie tylko) polityków pozbawione są negatywnych emocji, ale to, że polscy politycy nie potrafią schować swoich osobistych uczuć do kieszeni, gdy działają w imieniu nie swoim, ale narodu, który ich wybrał. Dziwić powinno to, że w Polsce przegrani w wyborach nie potrafią uszanować głosu społeczeństwa. Przecież kwestionując wynik wyborów, kwestionują zdanie tych, którzy swój głos w tych wyborach oddali. Jak potem Polak ma szanować polityka, który nie umie przyjąć porażki, nie umie podjąć rozmów z innymi ugrupowaniami - ponad podziałami, dla dobra większości, potrafi natomiast zionąć nienawiścią, żalem i goryczą. 
Myślę, że polska scena polityczna, to nie piaskownica, w której można usiąść i płakać nad tym, że inne dzieci nie chcą się z nami bawić. Patrząc jednak na tę właśnie sejmową piaskownicę mam ochotę potrząsnąć większością posłów i posłanek, by w końcu wydorośleli i zaczęli zachowywać się godnie - godnie stanowiska, które zajmują.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz