czwartek, 25 lipca 2013

Szanowna Antyfeministko!

Piszę do Ciebie, ponieważ gdy czytam Twoje wypowiedzi boli mnie, że kobieta takie głupstwa opowiada w kontekście praw kobiet. Boli mnie też pogardliwy język, ale to już raczej kwestia charakteru, a nie wiedzy. Ja właśnie w kwestii wiedzy piszę, a raczej jej braku u Ciebie.
Nim poruszę temat feministek, chciałabym Ci powiedzieć, czym jest feminizm w ogóle. Jest to ideologia, cały ruch społeczny dążący do równouprawnienia. Przyznać trzeba, że te równe prawa poniekąd mamy, tu w Polsce - jako kobieta mam prawo głosu, edukacji, pracy, wyboru męża. Takie całkiem normalne prawo wyboru. Niestety przez stulecia świat zdominowany był przez mężczyzn i kilka dekad działań ruchu feministycznego nie zmieni mentalności całego społeczeństwa. To, co Ty nazywasz normalnym stanem rzeczy, jest stanem, który nie był normalny od zawsze. To działania osób popierających ideę feminizmu - kobiet i mężczyzn (sic!) - doprowadziły do tego, że teraz kobiety to prawo wyboru, tę normalność jak mówisz mają. Wprawdzie jet to prawo każdego człowieka, jednak nie zawsze kobieta w tej kategorii była postrzegana. 
Zauważ proszę, że nikt nie rodzi się z plakietką ideologiczną. Kształtują się w nas przekonania i wartości, które ktoś wcześniej zdefiniował pojęciem jakiejś idei. Moje przekonania wpisują się w feminizm, ale to nadal moje przekonania. To ja - kobieta, żona i matka uważam, że powinnam mieć prawo do decydowania o sobie, o tym kiedy będę rodziła dziecko, kiedy moje dzieci zdobędą wiedzę o życiu seksualnym, czy, kiedy i jaką będę stosowała antykoncepcję, kto zostanie moim mężem, kiedy pójdę do pracy, a kiedy na studia i z jakim tytułem je skończę, czy ubiorę długą, czy krótką spódnicę bez obaw, że dla kogoś będzie to zaproszeniem do gwałtu. Całkiem normalny wybór dotyczący życia mojego i mojej rodziny; w czym nie ma namowy do dyskryminowania męża, namawiania dzieci do seksu i dokonywania aborcji zamiast stosowania antykoncepcji.
Twierdzisz, że feministki to kobiety z kompleksem penisa. Nic bardziej mylnego. Nie zazdroszczę; cieszę się z posiadania macicy, choć przyznam, że na sali poworodowej myślałam zupełnie inaczej. Nie lubię garniturów, lubię posiadać kolorowe sukienki i buty na rożne okazje. Nie potrzebuję penisa, nie chcę być pół-facetem. Chcę mieć pewność, że zarobię tyle samo, co kolega na równoległym stanowisku z takimi samymi jak ja kwalifikacjami. Nie chcę być traktowana jak pracownik drugiej kategorii tylko dlatego, że jestem lub mogę zostać matką. Chcę mieć prawo do decydowania o tym, co się dzieje wokół mnie, nie tylko poprzez bierną, ale i czynną politykę. 
Zgadzam się z Tobą w jednej kwestii. Niektóre kobiety mówią w sposób taki, że odnoszę wrażenie, iż posiadanie macicy jest formą niepełnosprawności. Zacznijmy od tego, że jeśli ktoś nazywa siebie księżniczką niekoniecznie nią jest. Są także i feministki, które mówią rzeczy, pod którymi nie podpisze się każda feministka. Nazywam to prawem do posiadania własnego zdania. Feministki nie są zrzeszone w jednej organizacji, by jedna osoba wypowiadała się w imieniu wszystkich. Można się z kimś zgadzać, albo nie. Chciałabym, aby nie były potrzebne parytety, specjalne zapisy w prawie itp. Jednak rzeczywistość jest taka, że jednak bycie kobietą jest przez niektórych postrzegane jak ułomność. Kobiety chcące osiągnąć coś więcej (a mają prawo tego chcieć) mają trudniej, niż mężczyźni z takimi samymi ambicjami, aspiracjami. 
W Twoim przekonaniu walka o te oczywiste prawo wyboru to namawianie do aborcji, a świadome rodzicielstwo to dokonywanie aborcji. Sprowadzając działalność feministek do walki o prawo do aborcji jest nie tylko bezpodstawne, ale przede wszystkim idiotycznie śmieszne. Przed feministkami jeszcze długa droga, bo w wielu krajach kobiety nadal nie mają żadnych praw. Opowiedz kobietom w Indiach, Muzułmankom, Hinduskom, Chinkom, Afrykankom i wielu innym o tej normalności, jaką jest dokonywanie własnych wyborów.  Powiedz im, że te, które walczą o prawo wyboru dla nich są szalone, pół-mężczyźni z kompleksem penisa chcące dyskryminować mężczyzn odbierając im prawo gwałtu na sobie.

Każda ideologia ma swoich przeciwników i zwolenników, a wśród zwolenników - tych racjonalnych i fanatyków. Dobrą umiejętnością jest rozróżnienie tych, którzy działają i tych, którzy lubią pokrzyczeć i tym krzykiem zaistnieć. Całe szczęście siłą są argumenty a nie krzyk i kamienie. Możemy się nie zgadzać, ale nie musimy się obrażać nawzajem. Powiesz, że feministki obrażają Ciebie, ale czy to argument? Jeśli one obrażają to świadczy to o nich, jeśli Ty - o Tobie. Konkretnie  świadczy to o danej osobie, bo nie jednostka stanowi o całości. 
Byłoby niezmiernie miło, gdybyś w swoich wypowiedziach pamiętała o tym, że ktoś to prawo wypowiedzi dla Ciebie wywalczył. Zamykanie oczu na dyskryminację to przyzwolenie na nią.
Życzę Ci szczerze wszystkiego dobrego w korzystaniu ze swobody, jaką dziś jako kobieta posiadasz. Doceń to. Dobrze być kobietą, jeszcze lepiej wiedzieć, że to nie inna rasa, gorszy gatunek. Dobrze mieć prawo. Wyboru.

Pozdrawiam serdecznie
Justyna 

2 komentarze:

  1. "Chcę mieć pewność, że zarobię tyle samo, co kolega na równoległym stanowisku z takimi samymi jak ja kwalifikacjami" - jasne, nawet jeśli przez 50% czasu pracy Ty się obijasz, a mężczyzna ciężko pracuje. To nieważne, równe zarobki i tak muszą być. Bullshit. Proponuję zestaw badań nieco odmienny od tego, co Pani serwuje na co dzień wasze feministyczne lobby, to może wówczas dowiedziała by się Pani, że w przeważającej części przypadków domniemanej dyskryminacji, to kobiety wina, że mniej zarabia. Kobiety mają mniejsze wymagania finansowe od mężczyzn o jakieś 30%, dużo rzadziej występują o podwyżkę, umniejszają swój wkład w dobro firmy, są mniej pewne siebie, ich kariera jest stopowana przez macierzyństwo, a po urodzeniu dziecka kobieta poświęca się głównie jemu, dlatego to kobiety pracują na pół etatu o 1/3 więcej od mężczyzn i dlatego w USA i w Wielkiej Brytanii bezdzietne kobiety zarabiają więcej od mężczyzn - w Miami nawet o 18%. Nienawidzę jak mi się wciska kit o dyskryminacji zarobkowej, dysponując jedynie suchymi faktami o zarobkowej dysproporcji, nie kwapiąc się, aby głębiej spenetrować temat. "Chciałabym, aby nie były potrzebne parytety, specjalne zapisy w prawie itp. Jednak rzeczywistość jest taka, że jednak bycie kobietą jest przez niektórych postrzegane jak ułomność. Kobiety chcące osiągnąć coś więcej (a mają prawo tego chcieć) mają trudniej, niż mężczyźni z takimi samymi ambicjami, aspiracjami." - Poziom upośledzenia tej wypowiedzi przebija wszystko. Proszę się zapoznać z wypowiedziami kobiet, które już działają w polityce. Prawie żadna nie zgadza się na parytety. Była sonda robiona swego czasu wśród posłanek. O ile pamięć mnie nie myli, 83% było przeciwnych parytetom. Dlaczego? Bo właśnie te głupie parytety czynią kobiety niejako upośledzonymi. Mówią one, że potrzebujesz specjalnych prawnych regulacji, żeby zdobyć to samo, co inni zdobywają bez tego. To jest upokarzające dla kobiet - dostać się do sejmu nie dzięki własnym kompetencjom, wiedzy, a dzięki zapisowi prawnemu. Głupota parytetów została niedawno obnażona w Szwecji, gdzie na jednym z uniwersytetów, gdzie obowiązywały parytety, na kierunku psychologii - czyli kierunku mocno sfeminizowanym - dokooptowano grupę mężczyzn, kosztem grupy kobiet, które miały podobne wyniki egzaminów. Pozwały uczelnie do sądu, choć to przecież parytety - narzędzie walki z dyskryminacją. I tak by było w polityce. Zamiast kompetencji, znaczenie by miało jeszcze to, co masz w majtkach. Inna rzecz, że tu znowu winne są sobie kobiety - bo nie interesują się polityką, nie ciągnie ich tam, a to potem ma odzwierciedlenie w liczbie posłanek. Znamiennym jest zawsze to, że kiedy obserwuje internetowe dyskusje nt. polityki, historii, to zawsze faceci tam gadają. Znają polityków, znają historię Polski, a kobiety potrafią jedynie dodać jakieś lakoniczne wypowiedzi. Potwierdzają to też badania: http://news.nationalpost.com/2013/07/02/women-especially-in-canada-are-more-ignorant-of-politics-and-current-affairs-than-men-says-uk-research/ Zmiany zacznijcie od siebie, zamiast od razu iść na skargę na mężczyzn.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokończenie... Generalnie, dla mnie feminizm to jest oaza patologii i głupoty. I nie zrozum mnie źle, nie jestem zwolennikiem patriarchalizmu, ani przeciwnikiem równouprawnienia. Po prostu uważam, że we wszystkim wystarczyłby zwyczajny ludzki rozsądek, wiara w humanizm, egalitaryzm, mówienia o prawach człowieka, a nie kobiet. Feminizm przywłaszcza sobie problem dyskryminacji i rozdmuchuje go do rangi monstrualnej, bo na tym się opiera jego bytność. Reprezentuje głównie interesy kobiet sukcesu, kobiet lewicy - kiedy przed 10 laty planowano zlikwidować fundusz alimentacyjny, z którego utrzymuje się wiele samotnych, biednych matek, to kobiety wyszły na ulicę by przeciw temu zaprotestować. Liczyły na pomoc feministek, a te co? Nic, zajęte były pieprzeniem o prawach gejów i lesbijek. Żona Terlikowskiego postanowiła z własnej woli wyrzec się kariery zawodowej? No to trzeba pojechać po jej mężu, że to on jej odebrał ambicje. Opiera się też na nienawiści do mężczyzn. Wymień mi nazwisko współczesnej, znanej polskiej feministki, a ja Ci podam jej wypowiedź pokazującą uprzedzenie do mężczyzn. Feminizm to ideologia, która chce tylko przywilejów, natomiast sobie odebrać nic nie chce. Dziwne, że np. żadna feministka nie jest zainteresowana rozmową o zlikwidowaniu renty wdowiej - czyli naszej patriarchalnej naleciałości. Ani o tym, że ojcowie są dyskryminowani przez sądy. Ani o tym, że kobiety są łagodniej karane przez sądy za te same przestępstwa. Ani o kwestii przemocy psychicznej ze strony kobiet. Ani o tym, że mężczyźni muszą płacić alimenty za swoje dziecko, chociaż udowodnili badaniami, że tak naprawdę nie jest ich. Jeśli chodzi p parytety, to może poszukamy ich na ulicy? Bo jest 4 razy więcej bezdomnych mężczyzn niż kobiet. A może w pracy kanalarza, szambiarza, śmieciarza..? W 25 z 26 najmniej prestiżowych zawodów, od 80% do 100% są obsadzane przez mężczyzn. W nich bym chętnie ujrzał parytety! Równouprawnienie - tak, feminizm - nie. Feminizm to jest wylęgarnia żałosnych pseudo intelektualistek spod znaku gender, które żyją z wmawiania ludziom jakie to kobiety są uciśnione. Wystarczy złożyć podanie do Brukseli, poprosić o fundusze, zargumentować to potrzebą walki z dyskryminacją kobiet i to już bardziej niż pewne, że pieniądze będą. Jak przeszła ustawa ws. walki z globalnym ociepleniem w zeszłym roku? Dzięki argumentacji, że globalne ocieplenie dyskryminuje kobiety! Bo robi się cieplej, kobiety ubierają się skąpiej, co jest pożywką dla męskich szowinistycznych świń. Jak chcesz, zostaw odpowiedź, bo mogę godzinami wypunktowywać ułomność feministek.

    OdpowiedzUsuń