Facebook pokazuje mi obraz typowego polskiego przedsiębiorcy - pan w
markowym garniturze, grubas z zapleczem mercedesów, żyjący z okradania
swoich pracowników. Oczywiście pracownicy jeśli już posiadają umowę o
pracę, to tylko na minimalne wynagrodzenie. Pracownicy pracują w
warunkach bliskich wyzyskiwanym szwaczkom w Bangladeszu. Nie mają prawa
do wypoczynku, nie otrzymują wynagrodzenia za nadgodziny, są zwalniani
wedle widzimisię pracodawcy. Koszmar!
Jeśli już pokazaliśmy jedną skrajność, to pokażmy tę drugą. Pracownika, który pracuje tylko wtedy, gdy pracodawca patrzy i robi tylko to, co pracodawca palcem pokaże. Kombinuje ze zwolnieniami chorobowymi. Kobiety zachodzą specjalnie w ciążę lub traktują taką jako ciężką chorobę uniemożliwiającą dalszą pracę. Samochody służbowe wykorzystują do celów prywatnych, tak samo jak służbowe telefony do prywatnych rozmów, a służbowy komputer do przeglądania stron internetowych, logowania się na fora i portale internetowe i co tam jeszcze związane z pracą nie jest. Koszmar?
W Polsce ponad 3,7 mln osób prowadzi własną działalność gospodarczą i zatrudnia (poza sobą i ewentualnie współprowadzącymi członkami rodziny) ok. 7,4 mln pracowników. Według powyższych, tak chętnie powielanych błędnych stereotypów oznacza to, że co trzeci pracujący w sektorze prywatnym to parszywy złodziej żyjący z dwóch nierobów.
To może teraz poważniej trochę i trochę danych.
Na ponad 15 mln osób pracujących, ok. 11 mln zatrudnionych jest na umowę o pracę. W tych 15 mln znajduje się niewiele ponad 3,8 mln osób pracujących w sektorze publicznym, prawie w 100% zatrudnionych na umowę o pracę. 6,5 mln pracuje w mikroprzedsiębiorstwach. 3,8 mln osób pracuje na własny rachunek z czego 0,6 mln jest także pracodawcą, a prawie 0,5 mln to pomagający członkowie rodzin. Bazując na tych danych, szacunkach analityków i kontrolerów PIP na tzw. umowach śmieciowych (zlecenie, o dzieło, agencyjna) pracować może ok. 9% wszystkich pracujących. Szacuje się, że ponad 700 tys. osób stale lub dorywczo pracuje w szarej strefie, co stanowi ok. 5% wszystkich pracujących.
Około 8% zatrudnionych pracuje za minimalne wynagrodzenie. Argument, że średnią krajową zawyżają pensje prezesów banków i korporacji jest bardzo grubymi nićmi szyty. Odrzucając skrajnie wysokie wynagrodzenia średnia nadal będzie wysoka. Średnie wynagrodzenie w sektorze górnictwa to ok. 6,5 tys zł, podobnie z finansami i ubezpieczeniami oraz komunikacją i informacją. 5 tys. zł to średnia dla rolnictwa, łowiectwa i leśnictwa. Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że kobiety zarabiają ok. 17% mniej niż mężczyźni, a także, że średnie wynagrodzenie w sektorze górnictwa jest wyższe w sektorze publicznym, niż w prywatnym.
Wychodzi mi z tych danych obraz taki: co dziesiąty Polak pracuje bez świadczeń (ubezpieczenie społeczne, urlop, chorobowe itp.), co dziesiąty za najniższą krajową. Nie jest to większość i nie są to tylko pracownicy, bo to także pracujący na własny rachunek. Dorzucając do tego prawie 2 mln bezrobotnych (ponad 550 tys. z nich nigdy nie pracowała) obraz staje się rzeczywiście, prawdziwie i bez przerysowań koszmarny. Na 10 Polaków jeden pracuje bez stosownej umowy, jeden za minimalną krajową lub mniej, a jeden nie pracuje w ogóle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz