niedziela, 13 października 2013

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy

Miałam zaszczyt być gościem delegata polskiego parlamentu do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy na jesiennej sesji Zgromadzenia. To niesamowite przeżycie, bardzo ciekawe doświadczenie. Ale...
Nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała "ale". 
Ale z 12 delegatów 3 nie przyjechało delegując swoich zastępców.
Ale ze zgłoszonych do tego wyjazdu 18 delegatów w obradach Zgromadzenia lub Komisji udział wzięło góra 7 i tylu też udało mi się spotkać w rożnych częściach budynku - jedną osobę widziałam jedynie w tutejszej jadłodajni.
Ale na swoich stronach i fanpejdżach niektórzy piszą o ciężkiej pracy delegata pomimo tego, że w pracach Zgromadzenia nie uczestniczą.
Ale 11 delegatów, którzy nie pojawili się na Zgromadzeniu mimo wszystko odbierze diety.

Posłowie są osobami zaufania publicznego, jednakże zaufaniem się nie cieszą. Nie jest to bezpodstawne. Jak mam teraz wierzyć, że moi przedstawiciele w parlamencie robią to, co mówią skoro tak naprawdę nie jestem w stanie sprawdzić ich pracy? Nikt nie zmusza delegatów do udziału w Zgromadzeniu. Po co jechać do Strasburga na sesję Zgromadzenia i na posiedzenia Komisji pomiędzy sesjami? Żeby zwiedzać europejskie miasta za pieniądze podatników? Kancelaria Sejmu zwraca koszty podróży (wybranym środkiem transportu) delegata oraz zakwaterowania (do 900 euro za cały pobyt) oraz wypłaca dietę za każdy dzień pobytu (w przypadku ZPRE to 5 dni, wysokość diety we Francji wynosi 50 euro). Kancelaria Sejmu nie wymaga udokumentowania udziału delegata w Zgromadzeniu, choć wystarczyłaby lista obecności w sekretariacie polskiej delegacji. To minimum grubymi nićmi szyte, gdyż obecność w sekretariacie nie oznacza czynnego udziału w obradach Zgromadzenia, czy Komisji.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz