wtorek, 29 października 2013

Święto a tradycja, czyli dlaczego bojkot Halloween jest komiczny.

Każdego roku tuż przed Halloween podnoszona jest dyskusja o zasadności obchodzenia świąt amerykańskich (wszak Polacy nie dziady i swą tradycję mają).
Na 14 świąt dających dzień wolny od pracy 9 jest świętami kościelnymi (tyle w temacie świeckiego państwa). Żadne z pozostałych 5 świąt narodowych nie jest obchodzone w szczególnie radosny sposób. Każde z nich rozpoczyna się mszą świętą i jest okazją do stania na baczność. Do tego w tej samej oprawie obchodzimy inne święta państwowe - rocznice wydarzeń, dni pamięci. 
Nagle (niech będzie to grom z jasnego nieba) w latach 90. wpada do Polski duch amerykańskiej wolności i święta przepełnione śmiechem i zabawą. Producenci nietrwałych gadżetów i importerzy takowych z Chin zacierają ręce na myśl o sprzedaży serduszek, wampirzych kłów itp.
Nie lubię amerykańskiego patosu, szlag mnie trafia, gdy słyszę "God bless America". Jednak jedno przyznać im muszę - potrafią świętować 4 lipca tak, jak my, Polacy nigdy nie będziemy świętować 11 listopada. Potrafią oddać cześć i pamięć poległym i zmarłym z całym szacunkiem, jaki im się należy. Nie dzielą się na grupy, które siłą starają się udowodnić swoje prawo do obchodzenia święta niepodległości. Zazdroszczę. Zapędziłam się, a o Halloween miałam pisać.
Halloween świętowany od lat w różnych krajach Europy nie powinien - i uważam, że nie ma - wpływu na to, czy pójdziemy dzień później na cmentarz. Wigilia Wszystkich Świętych nie musi być szara i poważna. Pamięć o tych, których z nami nie ma to nie tragedia i dramat - to pamięć o dobrych chwilach, które razem dzieliliśmy. Wszyscy ci ludzie, którzy kiedyś odeszli celebrowali życie i jestem przekonana, że nie chcieliby, byśmy my za swojego życia postępowali inaczej. Czy jest sens w tym, że raz w roku będziemy pamiętać tych, którzy odeszli? Wolę bawić się, łapać każdą chwilę garściami i pamiętać o ludziach, tych którzy żyją i tych, którzy odeszli każdego dnia niż tylko w specjalnych dniach pamięci oddawać się krótkiej refleksji. Nie muszę bojkotować Halloween, by zapalić znicz na grobie bliskiej mi osoby. Rozumiem, że osoby wierzące mogą się sprzeciwiać obchodzeniu świąt, które mają pogańskie korzenie. Jednak nie zauważyłam, by te same osoby sprzeciwiały się topieniu Marzanny. Strojenie choinki na Boże Narodzenie też nie jest chrześcijańską tradycją. O wróżbach w ostatni dzień przed adwentem pisać nie będę.

Odwołam się jednak do historii. Początki Halloween sięgają starożytnego celtyckiego święta Samhain. 2000 lat temu 1 listopada Celtowie świętowali nowy rok. Wierzyli oni, że w noc przed nowym rokiem, granica między światem żywych i umarłych się zaciera. W nocy z 31 października świętowali Samhain wierząc, że duchy zmarłych wracają do ziemi. Podczas uroczystości Celtowie nosili stroje, zazwyczaj składające się z głów zwierząt i skórek. Przez rokiem 43 Rzymianie podbili większość terytorium Celtów. Rzymianie obchodzili święto Feralia ku czci duchów zmarłych oraz dzień na cześć Pomona, rzymskiej bogini owoców i drzew. W trakcie 400 lat panowania Rzymianie połączyli te dwa święta z tradycyjnym obchodem celtyckiego Samhain.
13 maja 609 roku papież Bonifacy IV poświęcił Panteon w Rzymie ku czci wszystkich męczenników chrześcijańskich i tak powstało katolickie święto -  Dzień Wszystkich Męczenników. Papież Grzegorz III w VIII wieku połączył święto wszystkich świętych i wszystkich męczenników ustanawiając jego obchody na 1 listopada. Przez 9 wieków wpływ chrześcijaństwa rozprzestrzenił się na celtyckich ziemiach wypierając obrzędy celtyckie. W 1000 roku kościół ustanowił 2-go listopada Dzień Zaduszny, dzień na cześć zmarłych. Dzień Zaduszny obchodzono podobnie jak Samhain - z dużymi ogniskami, paradami i ubieraniem się w stroje świętych, aniołów i diabłów. Dzień Wszystkich Świętych było także nazywane All-Hallows lub All-hallowmas (z angielskiego Alholowmesse czyli Dzień Wszystkich Świętych), a noc przed tym, tradycyjną noc Samhain w religii celtyckiej, zaczęto nazywać All-Hallows Eve - a ostatecznie Halloween. 
Do Ameryki Halloween dotarło dopiero w XIX wieku. Amerykańska tradycja Halloween "trick-or-treating" prawdopodobnie pochodzi z początku parady w Dzień Zaduszny w Anglii. Podczas uroczystości biedni obywatele żebrali o jedzenie, a bogate rodziny dawały im ciastka zwane "ciastkami duszy" w zamian za obietnicę modlitwy za dusze zmarłych krewnych. Dystrybucja ciasta duszy została podjęta przez Kościół, jako sposób na zastąpienie starożytnej praktyki zostawiania jedzenia i wina dla wędrujących dusz. 
Tradycja ubierania się w strój na Halloween ma zarówno europejskie jak i celtyckie korzenie. Wierzono, że w Halloween duchy wracają do ziemskiego świata. Ludzie sądzili, że spotkają duchy, gdy opuszczą swój dom, stąd wychodząc zakładali maski, by duchy nie pomyliły ich z innymi duchami.  Chcąc utrzymać duchy z dala od domów wystawiali miski z jedzeniem, by uspokoić duchy i zapobiec próbie ich wejścia do domostwa. 

Ile lat zatem musi minąć lat (wiem, że więcej niż 20 - tyle mniej-więcej mija od pierwszego Halloween w Polsce), by Polacy nie bali się "napływowych" świąt, które jedynie dodają odrobinę uśmiechu dla bardzo (i niepotrzebnie) poważnych świąt, które choć w teorii radosne obchodzone są na smutno? Zamiast krzyczeć o własnej tradycji warto zastanowić się nad jej korzeniami. Okaże się, że jednak nie taka ona własna, ile pożyczona i przerobiona... i nadająca się do dalszej obróbki ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz